tagi — Bianka Rolando   

Bianka Rolando „Warkocz Bereniki” i inne wiersze

"Warkocz Bereniki" i inne wiersze
Bianka Rolando, „Wschody”, 2013, fotografia i rysunek, technika własna

Bianka Rolando z tomu Modrzewiowe korony (BL, 2012)

Aalborg

Ich ciała przeróżnie się wiją, ale zawsze na dnie
najgłębiej w szczelinach dochodzi do rozrodu
tylko po to, by znaleźć właściwość karzącą
Siedzę nad brzegiem, w wodzie ich tony zgubione
Zanurzam białe nogi (słodka przynęta dla ryb)
Grzbietami swymi śliskimi krążą wokół, rozpoznając
Śpiewają pieśń radosną, ale też nieco nużącą
Co zrzucisz nam na dół, co zrzucisz nam na dół?
Zrzucę się sama wam na pożarcie z modrzewiową przyprawą
Ciało połyskuje w nocy, fluorescencyjny kamuflaż i kościec
strzeże mnie na życie wieczne i bez przesady, na pewno ukoisz je
Dlatego cię nie ruszą, chcę się do nich udać po śmierć głodową
Poruszone drapieżniki, przypomnieć wam, jak się mnie pożera
Myślniki czarne, przybądźcie ponownie ławicą do Aalborg
Przybywajcie na pielgrzymkę do moich czerwonych kolan
A ja w trakcie waszych cichych modlitw i godzin skupienia
będę żuła żywicę czarną – modrzewiową
mam nadzieję, że nie będzie wam to przeszkadzać
Zarośnięta igliwiem, schowana w futrach jaków jakoby
siedzę pod paltem nie mam Nic one bardzo to lubią i pod wodą
Przemnożone i bez nazwy kotłują się u mych stóp, błagając
O tytuły, nazwy, przywileje i ustępstwa milczenia, o imiona
Szkoda je nazywać, bo są jednocześnie wszystkim w tej chwili
I dlatego nie mogą być czymkolwiek, u mych stóp pląsy zawiłe
Zdejmuję powłokę i wskakuję do ciemnej wody, bardzo zimna
Nie wiem, czy ta wycieczka skończy się powrotem do czegokolwiek
Wpadam w ich rojowiska, szmery, prawie słowa, prawie ból
Krążą wokół mnie, nie dowierzając mojej bezczelności i złości
Ich masy zaczynają gniewnie falować, dają sygnały
I choć nie jest to słowo Precz, to mam wrażenie zagrożenia
Nie mam przy sobie Nic ani Nikogo, tak jak sobie obiecałam
One jednak układają się w wielkie, ruchliwe czarne usta
Pełna obaw próbuję płynąć do góry, bo myślę, że tam brzeg
ale płynę do dołu, głębiej i głębiej 
tłumacząc się im nałogowo
że jeszcze chwilunia i zniknę z ich królestwa milczenia
prowadząc dostatnie życie w Aalborg
wspominając z melancholią godną wariatki marcepanowej
wspaniałe dobre czasy nieprawidłowej wymowy tych nosowych
Pomioty słodkie zakręcone bransoletami i kajdanami na mnie
Wasz ruch przypadkowy, który sygnalizuje kształty, lecz nie osiąga
spreparowane przez wasze zmyślne ciała, atrybuty płochliwe
Wasza negatywność i wspaniale błyszczące stroje kąpielowe!
Antyrumburaki, coś mi się jeszcze przypomina, ale to NIC
Atrybuty, atrybuty, szaleństwo waszych nieciałek, jakie, jakie
nie takie, nie takie, nie takie
Nad czubkami modrzewiowych koron, które poniekąd łaskoczą
wiszę, udając, że pływam naprawdę szybko, nie zdążę dotrzeć
na jutrznię, nie zdążę na wprowadzenie, na czytania i na ewangelię
Zamienicie się teraz, Gniazda Ściśnięte w sobie, zamieńcie się
przez chwilę bądźcie jego fałszywymi atrybutami, przez chwilę
Potem elastycznie ugnijcie ów ciężar nazwy na boki, rozpraszając się
mimowolnie rozkładając krótkopędy na sekundy frygijskie
Ty Punctum, Wirga, Podatusie, Clivisie, Porrectusie, Torculusie,
Scandivusie, Climacusie, po linii 
mojego zbiegu do Zielonego Pokoju
Litują się nade mną, wypluwają mnie znów na brzeg, oto jestem
różowiutka jak nowonarodzona, lecz tak pełna euforii i ruchu
że wszyscy zgadują bez trudu, gdzie byłam ostatnio

Bianka Rolando, "Odwrócony Triumphzug", rysunek, technika własna, 2016
Bianka Rolando, "Odwrócony Triumphzug", rysunek, technika własna, 2016

Hashima

Hashima, Hashima, eter i pawilony
haszszima, szszima, eter i pawilony
Nie wystarczyło pokarmu w pawilonach
Puste, lekkie, przenośne, rozluźnione
Hashima, Hashima, tu nie było miłości
Hashima, Hashima, tu nie było miłości
Dwunastościany rombowe, perfekcyjne
Hashima, Hashima, łagodny kolor zamszu
Hashima, Hashima, łagodne podniesienia
Wraz z innymi ofiarami leżysz w łóżku
Zwiną cię służby, przepraszając za zwłokę
Hashima, Hashima, wydajesz się za, wydaje ci się, że
dadzą ci trochę węgla, nie oczekując wysokiej zapłaty
Hashima, Hashima, modliłam się nie tymi koronkami
co do boga z węgla, w węglarkach jak w lektyce musującej
rytmiczne pulsowanie, mus szampański, krrrrawędzie
on przemieszcza się z wysiłkiem, na paluszkach wychodzimy
by nie usłyszał nas ponownie opiekun roku drugiego
niewykształcony w kopalni w dostatecznie Ciemne, Jasne

Bianka Rolando, „Pieprzyć granice śmierci”, rysunek, 2015

Île du Diable

Będę mówić za ciebie do tych, co spowiadają zza krat-kart, tak to jest
krzywoprzysięgająca, krzywo uśmiechnięta, możliwe są manipulacje
szczególnie jeżeli w grę wchodzi taka stawka i nieśmiertelne uczucie
W pokera nauczyła mnie grać Rozdająca Pokarm dla gronostajów
płakała rzewnie, rozmazując się całkiem, licząc na przyjemność
odstępnego, licząc na tę przyjemność, której jednak nie dostąpiła
nie ma co jej żałować, na pewno znajdzie sobie kogoś miłego
choćby skazanego sprawiedliwie

Zakładam szkołę niedaleko, będę tam uczyła bardzo dziwnych rzeczy
Na mych palcach dostrzegam liczne pierścienie władzy, całujcie je, o tak!
A teraz należy rozbujać się zbyt mocno w sobie, jak hawajskie nagusieńkie
dzięki elastycznym ruchom bioder rozpryskujemy się na nowe rzeczy i nazwy
Ćwiczenia z gimnastyki? Już wiem, kto je poprowadzi nam, już wiem!
Dodatkowe godziny damy dworu dostojnikom, za chałwę maślaną

Poszyję im mundurki bogato inkrustowane literami antyalfabetu
będą je przeciskać przez zbyt duże głowy, ze względu na choroby
będą mnie siarczyście przeklinać, w chórach ognistych i gwałtownych
Jeden z nich na zawsze zapomni liter i w obłędzie niepewności
poprosi o pomoc, której oczywiście mu udzielę, ale za guldeny!

– Wyżej, może da się to zawiesić jeszcze wyżej, w szkolnej gablotce
holenderscy zdobywcy, w ciemnym korytarzu, jak myślisz, da się?
– AAA! O tak, o tak, mój boże! AAA! O tak, o tak, mój boże! AAA!
– Da się

Radiowęzeł rozwiążę w dwie minuty, skomponuję fantastyczny pornomusical
Schody stłukę, będą żyć odtąd w piętrach lasu, domyślające się kicałki
Domyślą się, że ktoś jest nad nimi i pod nimi, ze względu na ruch gałązek palmowych
Bujających się, bujających się ciągle w tam-tamtych-tych rytmach, hawajskie bioderka
W toalecie dla chłopców napisane takie rzeczy, że tam już nie uczęszczają
Palą swoje fajki za murem, odmieniając się przez brzydkie przypadki

Jest coraz więcej chętnych, matki przesyłają ich, by odpocząć chwilę
odsapnąć z jakimś miłym przechodniem, a potem zapraszają na kawę
celebrując każdą chwilę i wspominając przyjaźnie założycielkę kolonii
tuż za rogiem, Mahaha chichocze histerycznie, wykrzywiając ciało i barwy
rozciągając pojedyncze graphium policenes na tysiące waniliowych kafli
które dryfują w okolicy, reklamując nasze pradawne wyspiarskie figle

Bianka Rolando, "Odwrócony Triumphzug", rysunek, technika własna, 2016
Bianka Rolando, "Odwrócony Triumphzug", rysunek, technika własna, 2016

Bianka Rolando
z tomu Stelle

Warkocz Bereniki

Muszę się pospieszyć i w końcu sfotografować te okna
zakurzone, naprzeciwko, w brudnej kamienicy, pustostan
Nikt tam nie mieszka od lat, spadek, zaniedbane sprawy
Muszę sfotografować te szklane klisze, szarość, ich urodzaj
Jest w ramie aluminiowa żaluzja-gilotyna, są tam też stelle
przyklejone do szyby papierowe gwiazdy i czarny płomień
Po przekątnej trzy, obok też trzy (kto by mi uwierzył)
różne zakończenia, wielkości, światłoczułe wycinanki

W drugim oknie są trzy kolejne, jest też lusterko na sznurku
kto wiesza takie w oknie? (zupełnie niezrozumiały przekaz?)
I zawiązuje się hałas, zaczynają generalny remont kamienicy
Robotnicy piętro wyżej już zaczęli, ostatnie porządki, widzę ich
znudzeni plują gdzie popadnie, przychodzą strażnicy, dozorcy
Wiem, znajdą je, i za chwilę wyrzucą stare okna na śmietnik
a z nimi mój kawałek nieba, naprzeciw wychodzę z nie-pokoju
i znikam w ciemni, wywołując w tobie początek wiersza

Bianka Rolando, „Wschody”, 2013, fotografia i rysunek, technika własna

Andromed/a

. . . . . . . . kupiłam kilo pięknego morszczuka . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . przyniosłam dzwony i cegły . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . wybrałam przygodne rośliny . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . na pamiątkę nieczystej przygody . . . . . . . . .
. . . . . . . . . tak zależna od stóp ogromnych . . . . . . . . .
. . . . . . . . . ich ucieczki, srebrzyste szepty . . . . . . . . .
. . . . . . . . . gdy z ziemi wyciągam kołtuny . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . słup elektryczny znów śpiewa . . . . . . . . . .
. . . . . . . . o zalążku morwy białej i czarnej . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . twoje grono zbite i zielone . . . . . . . . . .
. . . . . . . podnosi się niebo, przekopują ziemię . . . . . . . .
. . . . . . . . gwiazda korzeni wyśpiewuje chwałę . . . . . . . .
. . . . . . . . . . gasnąłem, nikt nie widział . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . biegłam, nie krzyknąłeś . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . a pędy młode układały się krzywo . . . . . . . . .
. . . . . . . a spróchniałe pnie przekraczały rzekę . . . . . . .
. . . . . . . . chcę zatańczyć pieśń suchej gałęzi . . . . . . . .
. . . . . . . . . która, gdy poświęcona, kwitnie . . . . . . . . .
. . . . . . . . której pędy, pąki kołysane bokiem . . . . . . . .
. . . . . . . . . wymieniają się młodym liściem . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . tajemnice chwały . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . utknąłem, ale zdążyłaś . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . płakałem, przebaczono mi . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . podnosząc kamień-mrowisko . . . . . . . . . .
. . . . . . . . (pieśń sługi) złożyłem broń i ręce . . . . . . . .
. . . . . . . . . zakryto mi głowę suchymi liśćmi . . . . . . . . .
. . . . . . . będziesz jeszcze piękniejsza, Almack . . . . . . . .
. . . . . . . będziesz jeszcze piękniejszy, Sirrah . . . . . . . .
. . . . . . Szuwi, szuwi, teraz otwórz ogniwa popiołem* . . . . . .
(* Podpowiedź: Nie możesz uzupełnić wiersza odpowiednimi skałami)

Bianka Rolando, "Delfin", rysunek, 2019
Bianka Rolando, "Delfin", rysunek, 2019