Notatka ma związek z czasem (albo jego brakiem), to skrócona, odsączona treść, coś, co łapie myśl, zwęża, konkretyzuje albo niezobowiązująco bełkocze. Pisząc notatkę można poczuć, że jest jeszcze szansa na przemyślenie sprawy. Notatka to stwierdzenie w procesie. Notatka to coś, co z natury zakłada powrót, ma o czymś przypominać, do czegoś się odnosić albo coś zaznaczać. Jeśli nie dla nas, to może dla kogoś, można jej też użyć do przechowywania przeszłości. Notatka może być związana z pamiętnikiem, dziennikiem, notatnikiem. Jest materializacją myśli na kawałku czegokolwiek, co może potem trafić do muzeum albo do kosza, może być odczytywane wielokrotnie albo nigdy.
procesy
i zmarnowania potencjału.
Miron Białoszewski pisze cały czas, dla niego pisanie jest czasownikiem, spisywanie jest dla niego sposobem bycia w świecie. Poeta jako metodę twórczą deklaruje ściskanie i skręcanie. „Nagle okręca mi się to słowami w dużą sprężynę, monumentalnie1. To zapowiedź treści odsączonych, to „wąskie ramy ograniczone do minimum przestrzeni”2. W książce Białoszewski temporalny Agnieszka Karpowicz bada pisarsko-performatywne strategie twórcze Białoszewskiego i na podstawie tekstów z „Lizbońskiej” (ulicy, na której twórca mieszkał przez rok od czerwca 1975) próbuje opowiedzieć o jego sztuce w bardziej całościowy sposób. Badaczka bierze pod uwagę antropologię codzienności, etnografię samego siebie czy spacer jako dzieło. Zbiera także w całość wszystkie formy tekstowe i posttekstowe Mirona Białoszewskiego i nazywa jego praktykę pisaniem temporalnym. Składają się na nie: nagrywanie głosowe, nagrywanie nagrywania, pisanie i przepisywanie napisanego, segregowanie napisanego i wybieranie, odrzucanie, pisanie dziennika, dziennika we dwoje i tajnego dziennika (w ten ostatni wkomponowana jest już czasowa realizacja jego publikacji, tzn. po śmierci), spotkania z odczytywaniem, spacery dotykowo-poetyckie (Jadwiga Stańczakowa uczy Białoszewskiego perspektywy osoby niewidomej).
jakby proces dział się tu i teraz – wpisanie dokumentacji dziania się w tekst.
Notatka, chociaż niekoniecznie ulotna, ponieważ artysta stwierdza sakramentalnie: „spiszę wszystko”, na pewno gra rolę pierwszoplanową w jego twórczości. Agnieszka Karpowicz zauważa, że proza Mirona Białoszewskiego wiąże się z notatką, a także iż jest to forma, która umyka w rozmowach o literaturze. Wspomina, że notatka często traktowana jest jako brudnopis, wstępny etap, wprawka. W Rozkurzu3 i Chamowie4 Białoszewski eksponuje notatkę i przedstawia ją na równi z prozą czy poezją. Warto też spojrzeć na notowanie jako na miejscowe zawieszanie kontekstu, sabotaż semantyczny, gdzie „są słowa”, ale to słowa-szum5. Jest to gest rozszczelniający literackie cele, coś, co nie ma w założeniu przekazywać treści. To bardziej zawieszony semantycznie obiekt, który funkcjonuje na gruncie sztuki konceptualnej. Tak jakby Białoszewskiemu chodziło o ogólny fenomen toczącej się codzienności, która im bardziej jest zewnętrzna albo odległa w czasie, tym bardziej osobliwą i niedostępną się staje. To coś w rodzaju hiperobiektu Mortona, czyli obiektu, który jest rozciągnięty i można go oglądać w różnych wymiarach. Mogą to być np. „dialogi ciągnące się niemal w nieskończoność […] nie zawsze zrozumiałe dla postronnych”6. Metafora „zacierki czasu”7, której używa poeta, świetnie wpisuje się w tę kategorię.
Codzienna nieskończoność
Jeśli Miron Białoszewski uprawia notatki jako integralny element życia albo doprowadza do ich temporalnego zagęszczenia, traktując pisanie jako namnażanie i jako konkretną czynność, wówczas artystka interdyscyplinarna Jeanine Durning przenosi tę koncepcję na deski teatru. Jej prace – inging i To being są czymś w rodzaju performowania notatkowego sposobu myślenia. To notatka w choreografii, demonstracja bycia w działaniu. To notatka związana z ciałem, ruchem ciała, mówieniem, może też przyjąć formę nieprzerwanego pisania. Dla autorki ważne jest (jak sama deklaruje) ining, czyli rzeczywistość, która właśnie teraz się namnaża – ining jest w teraźniejszości i nie ma końca. „To choreografia umysłu poruszającego się w ciągłej teraźniejszości. Śledzi prędkość myśli poprzez kaskadę słów. Zarówno wykonawca, jak i publiczność znajdują się w ciągłej nierównowadze, konfrontowani z ograniczeniami języka jako paradygmatu komunikacji, wiedzy i rozumienia”8.
brak cieknących
myśli.
brak nowych
fascynacji.
BIAŁOSZEWSKI
TEMPORALNY
A. KARPOWICZ
„bycie w ciągu”.


Mówiąc o pisaniu-czasowniku, Białoszewski manifestuje zainteresowanie całością życia, spisywaniem go na bieżąco; tym niemniej pojawiają się u niego eksperymenty na czasach innych niż teraźniejszy. To może być powrót do przeszłości pomyślanej w teraźniejszy sposób, jak w Pamiętniku z powstania9, ale także echo, czyli nagranie z nagrania, czy wpisanie daty publikacji dziennika w przyszłość, po śmierci artysty. Białoszewskiego interesuje, jak czasy układają się jeden na drugim, jak zapisany czas piętrzy się na jego biurku, jakie ma kształty. Durning zajmuje się czasem ciągłym, czasem bez przeszłości i przyszłości. Artystka koncentruje się na czasie, który istnieje tylko podczas mówienia, a jeśli czynność zostaje przerwana, to w sposób bezpowrotny. Wkracza ona w rejestr czasu przeszłego, co nie leży już w obszarze jej namysłu.
„znajdowanie się w środku czegoś”.
czas teraźniejszy ciągły-rozciągnięty-gumowaty.
tekst rozciągnięty
w nieskończoność, breja.
U Durning czas się nie materializuje, jest efemeryczny, foniczny. Możemy wskoczyć w jego rytm i nadawać na tych samych falach, ale zasada jest prosta – musimy się aktualizować zgodnie z jego sekundowym rytmem. Autorka nazywa tę synchronizację nonstopingiem:
Nonstopping nie jest chwilą. Jest czynem. Czynnością. Działaniem w ramach pracy. Pracą wykonaną z zamiłowania. Pracą absorbowania, przyjmowania i dzielenia się z innymi. Pracą dla pracy; pracą podtrzymywania zainteresowania sprawami, które rzadko są przedmiotem zainteresowania. (…) Ale to także akt oporu – przeciwko absolutowi, przeciwko temu, nad czym – jak często czujesz – nie masz kontroli. To sprzeczność, konflikt, starcie przeciwieństw, zderzenie mnogości. To celowa bezcelowość, niemożliwa możliwość10.
codzienność
i nieskończoność.
I chociaż artystka jest związana przede wszystkim z ruchem, trafiłam na nią i jej twórczość dzięki tekstowi opublikowanemu w Choreografie. Strategie, w którym ujął mnie fenomen tekstu przerwanego, nieskończonego, autokomentującego się, przypominającego notacje. Widać w nim mapę poruszających się myśli, ich kształty, figury. To myśli rozbiegane, dynamiczne, ale też zlepione z naszymi ciałami, z tym, co widzimy, słyszymy. To obserwacja, jak świat się w nas wdziera, jak majaczą w nas teksty kultury nakładające się na stany emocjonalne, doświadczenia, plany. To wszystko wydarza się symultanicznie, a Jeanine Durning potrafi oddawać tę symultaniczność w bardzo poruszający sposób. W wersji literackiej przypomina mi to trochę Kochankę Wittgensteina Marksona.
BIAŁOSZEWSKI TEMPORALNY A. KARPOWICZ
„teksty mnożą się i rozrastają przez pączkowanie”.
Jeanine Durning jest zawodową tancerką i performerką, na jej stronie internetowej można znaleźć nagrania z kilku zrealizowanych przez nią projektów. Opisuję jej działania na podstawie pracy inging, która jest performancem mówionym. To wypowiadanie wszystkich myśli, to uważnościowa praktyka przebiegu myśli i upublicznianie siebie w tym przebiegu. To też praktyka otwarta na komentowanie tego, co na zewnątrz. W magazynie The New Yorker ukazał się artykuł autorstwa Andrewa Boyntona, który relacjonując swoje wrażenia z performance’u inging pisze, że jako odbiorca czuł jakiś rodzaj więzi z artystką. Doświadczenie to opisuje jako obnażenie wszystkich wewnętrznych treści. Boynton wspomina także o subtelnej choreografii rąk i chodzenia11. Kończąc performance artystka po prostu wyszła z teatru i, jak ujął to dziennikarz, „razem z nią odeszło niezwykłe poczucie bycia żywym”.
Uważam, że praktyki Białoszewskiego czy Durning obnażają rzeczywistość nastawioną na najlepszość, zrywają z niej kult sukcesu, kapitału, awatarowość, zachłanną widzialność. Brakuje w nich ważnych tematów, które można podchwycić, tematów, które instytucje mogą wykorzystać do zrobienia ważnej wystawy. To tematy nieważne. Wychodzą z brudnopisów, są od początku potknięte, a w tym szczególnym sensie ważne na innym poziomie. To tematy, które pomagają zauważyć nieznaczną jednostkę i wyłowić ją z totalności bytu społecznego, który w dobie realizmu kapitalistycznego jest znacząco przytłaczający12.
MANIPULACJA CZASOWOŚCIĄ
Archiwalny ślad procesu s. 193


Możliwości chodzą w kółko i audycje Cebula
Wystawa Możliwości chodzą w kółko (tytuł pochodzi z wiersza Faramuszeki13 Mirona Białoszewskiego) łączy notatkowość i fizyczną lekkość. Na wystawie występują tylko drobne i lekkie obiekty, które udało nam się o własnych siłach zabrać w paczce do pociągu. Z takiego doboru motywów wynika nawiązywanie do rzeczy domowych, bliskich, najprostszych, ale przedstawionych w sposób nadrealny, przeinaczony, przekręcony. Tłem wystawy były rozmowy z nagranej przez nas audycji Cebula oraz odgłosy krojenia tego właśnie warzywa. W ostatniej sali galerii można było ponadto odsłuchać na słuchawkach trzy minione odcinki audycji. Szczególnie ważny był dla nas powrót do miejsca, w którym studiowałyśmy i gdzie powstał nasz kolektyw – pozwoliła nam na to goszcząca nas łódzka Galeria WY. W tekście do wystawy można przeczytać, że „wołamy do naszej kryjówki i że można ze sobą zabrać domowe kapcie”. Wystawa była dla nas sentymentalnym kawałkiem i spotkaniem z łódzką publicznością, która okazała się w znacznej części składać z naszych znajomych. Ta wystawa nie była ważna. Szukałyśmy uczucia wspólnoty poprzez dzielenie się drobiazgami, w podobny sposób, w jaki rano, przy śniadaniu, daje się przyjaciołom do zrozumienia, że są ważni. Piszemy też o sąsiedzkich wymianach. Podczas tworzenia ekspozycji wspominałyśmy nasze pierwsze, sąsiadujące ze sobą pracownie na ul. Kościuszki 1.
Audycje Cebula, które tworzymy z Anią Jeglorz od czterech lat, są wypadkową notatkowej fascynacji i zainteresowania tym, jak mają tak zwani inni i inne, podczas gdy my mamy tak jak mamy (często miałyśmy z Anią podobne myśli, czytałyśmy podobne teksty i myślałyśmy to samo, ale inaczej). To samo, ale inaczej zaczęło nas wciągać i cyklicznie przypływać do naszej cebulowej, wspólnej, kolektywnej głowy. Działania te, ze względu na brak stałej przestrzeni, mają charakter efemeryczny. Istotne było też dla nas odkrycie potencjału fonii, budowanie obrazów dźwiękiem, słowem. Z tym ostatnim wiąże się upodobanie do literatury osób artystycznych, podsycające chęć stworzenia miejsca dla odczytów i zapisów tekstów eksperymentalnych. Nieokulocentryczność traktujemy jako przestrzeń sprzyjającą eksperymentom, a gest eksponowania rozmowy i tzw. bełkotu – jako formy sztuki.
BIAŁOSZEWSKI TEMPORALNY
A. KARPOWICZ
„wiersz od wiersza, dziś od wieczora”.
znowu, znowu, znowu.
Możliwości chodzą w kółko
Artystki: Ania Jeglorz i Ewelina Figarska
Osoby kuratorskie: Joanna Szumacher, Piotr Strzemieczny Miejsce: Galeria WY, Łódź, 2023
chodź z nami na fioletową kanapę
siądziemy sobie w kuchni
jedziemy tramwajem
na Księży Młyn oglądać trzepaki
siedzimy w czerwonym autobusie
pada deszcz
krzesło w twojej głowie będzie czerwone
moje chyba było inne
nie wiem
Mówię do Ciebie z mojego świata. W moim świecie zwracam uwagę na nosy świata, Ty zapamiętujesz świata oczy. Huki, hałasy, czkawki, ziewania, teksty donikąd, monologi do ściany, senne majaki. Dziura w panelach, ciężka plama, nie do zmycia i szuranie w tę i z powrotem, suszarka, zamiatanie. Rzeczy spadają na ziemię, turlają się, choreografie omijanych mebli noszą za sobą kroki, głosy. Spójrz, już pełzną możliwości, do Twoich oczu napływają mnogości rozmnożeń i wyborów. One chodzą w kółko, jak w kole fortuny rozrzuconych po podłodze skarpetek, szukasz właściwej pary. Przykładasz ucho do usznej muszli i słyszysz, jak wołamy do Ciebie, z naszej kryjówki. Wołamy Cię i chcemy Cię tu wciągnąć. Pełzają tu różne możliwości. Pełzają po osi czasu, zegar zarasta kurzem i kożuchem, uważaj tylko na ożywione przez nas przedmioty, załóż kapcie, rozgość się.
To wystawa o tym, jak się stało na schodach i rozmawiało w drodze do jakiegoś miejsca. O tym, jak się pożyczyło soli albo humusu, o pleśni w lodówce i wspólnej cebuli, ziemniakach do podziałki. Jesteśmy kolektywem garażowym, interesują nas szepty i notatki, zasłyszane rozmowy, soundart, głos, prywaciarskie paprochy i poezja spisana na tyle zeszytu, albo utopiona w notatkach tel. Tematy przychodziły do nas w rozmowach w kuchni i przy wiązaniu sznurówek przed wyjściem. Tym razem to, o czym mówimy, próbujemy pokazać.
- A. Karpowicz, Białoszewski temporalny. (czerwiec 1975 – czerwiec 1976), wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2019, s. 14. ↩︎
- Tamże. ↩︎
- M. Białoszewski, Rozkurz, wyd. PIW, Warszawa 2015. ↩︎
- M. Białoszewski, Chamowo, wyd. PIW, Warszawa 2014. ↩︎
- A. Karpowicz, Białoszewski…, s. 354. ↩︎
- Tamże,s. 351. ↩︎
- Tamże, s. 350. ↩︎
- Oficjalna strona artystki, dostęp 19.09.2025: http://www.jeaninedurning.com/?page_id=31 ↩︎
- M. Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, wyd. PIW, Warszawa 1987. ↩︎
- J. Durning, „Nonstopping”, w: Choreografia: strategie, red. M. Keil, J. Leśnierowska, wyd. Art Stations Foundation, Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, Poznań–Warszawa 2021, s. 76–82. ↩︎
- A. Boynton, The Sheer Power of Talking Incessantly, „The New Yorker”, New York 2013. Tłumaczenie własne. Dostęp 18.09.2025: https://www.newyorker.com/culture/culture-desk/the-sheer-power-of-talking-incessantly ↩︎
- A. Karalus, T. Adamczewski, „Mark Fisher: Od hauntologii do estetyki zewnętrzności”, w: Mark Fisher, Dziwaczne i osobliwe, tłum. A. Karalus, T. Adamczewski, Miłosz Wojtyna, wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2023, s. 144. ↩︎
- M. Białoszewski, Odczepić się i inne wiersze t. 7, wyd. PIW, Warszawa 2016. ↩︎