Wstęp
Jednym z najbardziej szkodliwych znaczeń, jakie antropocentryczne religie i kultury przypisały słowu „natura”, jest przekształcenie go w narzędzie hierarchizacji – w pojęcie, które oddziela człowieka od reszty istnienia, zamiast łączyć go z całością życia. Ten toksyczny termin to narzędzie izolacji, dominacji i usprawiedliwiania przemocy. Za jego sprawą człowiek popadł w alienację, uznał się za byt nadrzędny i nadał sobie prawo do eksploatowania, podporządkowywania i unicestwiania wszystkiego, co nie jest ludzkie1.
Religie, filozofie i systemy wierzeń wpoiły nam iluzję wyjątkowości – przekonanie, że nie jesteśmy częścią świata, ale jego właścicielami (biały mężczyzna). W efekcie stworzyliśmy światopogląd, który usprawiedliwia wyzysk, zniszczenie i obojętność wobec tego, co inne – zwierząt, ekosystemów, tych, którzy nie wpisują się w naszą arbitralną definicję „człowieczeństwa”2. Termin „natura” stał się ideologiczną zasłoną dymną, dzięki której możemy bezrefleksyjnie dewastować planetę3 (np. produkcja nutelli i kokainy), prowadzić masową eksterminację gatunków (gołąb wędrowny i około 1 miliona różnych gatunków roślin i zwierząt) i traktować życie jako surowiec do wykorzystania (krowy). Przez wieki człowiek budował swoją tożsamość w opozycji do tego, co nazwał „naturą”. To pojęcie, które miało wprowadzić pewien porządek, w rzeczywistości stało się narzędziem izolacji i napędem wyparcia. Wydawało nam się, że stawiając się ponad naturą, uzyskamy kontrolę – nad światem, nad sobą, nad przyszłością. Tymczasem właśnie ten podział stał się źródłem naszego kryzysu tożsamości.
Szóste masowe wymieranie4 to zupełnie nowa jakość. Po raz pierwszy to nie wulkaniczne erupcje czy upadek asteroidy decydują o losach planety, ale my, ludzie. Zamiast naturalnych procesów, teraz to nasza działalność, rozciągająca się od prostych kręgowców przez ssaki aż po człowieka, zmienia oblicze Ziemi w nieodwracalny sposób5.
I choć przez miliardy lat to mikroskalowe organizmy, jak cyjanobakterie, które rozpoczęły tzw. katastrofę tlenową, miały moc zmieniać atmosferę, teraz także my osiągnęliśmy to, co one zdołały zrobić przed nami – zmieniliśmy świat na tyle, by stał się on nieodwracalnym zagrożeniem dla nas samych oraz dla innych form życia. Jeszcze niedawno uważaliśmy, że do takich zuchwałych interwencji potrzebujemy jednostki metafizycznej w postaci boga. A jednak to człowiek, ssak wyewoluowany z wodnych przodków, w tym prawdopodobnie od Tiktaalik roseae6, stał się drugim organizmem biologicznym – zaraz po bakteriach – który jest w stanie doprowadzić do całkowitej zagłady wszystkich innych gatunków żyjących na tej planecie. Człowiek nie tylko był w stanie do tego doprowadzić, ale jest w tym sporcie prawdziwym sprinterem. Nasza zdolność do szybkiego zmieniania środowiska i destabilizowania ekosystemów w tak krótkim czasie, w porównaniu do naturalnych procesów geologicznych, jest bezprecedensowa7. W ciągu zaledwie kilku pokoleń zdołaliśmy spowodować straty, które w normalnych warunkach geologicznych zajęłyby miliony lat.
Tak jak osoba sprinterska przekracza metę w mgnieniu oka, tak my przekroczyliśmy punkt, po którym nie ma już łatwej drogi powrotnej. Nasze działania przyspieszyły tempo wymierania tak bardzo, że zmiany ekologiczne i klimatyczne zachodzą szybciej, niż zdążymy je zrozumieć lub na nie zareagować.
Proces, który opisuję, jest całkowicie zgodny z naturą. Otwieranie przemysłowych farm bydła, jest naturalne. Wycinanie lasów jest naturalne, loty w kosmos są naturalne. Kapitalizm jest naturalny. Mordowanie jest naturalne. Działalność ludzka jest destrukcyjna i jest też naturalna. Dlatego od teraz nie będę używać tego terminu, bo to, co robimy, nie jest ani przeciw naturze, ani w jej ramach – to po prostu część większego procesu.
Szóste masowe wymieranie to niesamowicie fascynujące zjawisko. Masowa rzeź, którą sami prowadzimy i która przyniesie coś zupełnie nowego – coś, co jest nieznane, ale w jakiś sposób podobne. Możemy spróbować spojrzeć na to z kosmicznej perspektywy i wyobrazić sobie, że gdyby nie uderzenie asteroidy, które wyeliminowało dinozaury, nie byłoby nas – gatunków, które pojawiły się na ich miejscu. Tak samo i teraz: choć to, co robimy, prowadzi do zniszczenia, może jednocześnie otworzyć drogę do nowego, choć nie do końca wyobrażalnego etapu w historii życia na Ziemi.
Po wyginięciu obecnych mieszkańców Ziemi, w tym człowieka jako jej największego szkodnika, rozpocznie się proces odnowy. Planeta nie stanie się od razu martwą pustynią. Choć brzmi to jak katastrofa, życie nie zniknie na zawsze. Być może wymieranie da początek zupełnie nowym formom życia. Ziemia po wymarciu wielu gatunków będzie przez jakiś czas rządzona przez mikroorganizmy, bakterie, grzyby – organizmy, które przetrwają, ponieważ są mniej zależne od skomplikowanych ekosystemów. To one będą stopniowo przejmować władzę.
Z biegiem czasu, gdy warunki na planecie zaczną się stabilizować, a klimat, powietrze i gleba się zmienią, mogą pojawić się nowe formy życia. Zajmie to miliony lat, ale życie wciąż będzie istniało, choć może wyglądać zupełnie inaczej, niż to, które znamy dzisiaj. Ziemia przetrwa, ale to będzie już inna Ziemia – zupełnie inna, niż ta, którą pamiętamy. Ważny jednak wydaje się fakt, że to również człowiek przyczyni się do powstania całkiem nowego życia. Być może homo sapiens dla przyszłych form życia zrobi to, co cyjanobakterie zrobiły niegdyś dla dinozaurów, ssaków i innych organizmów.
Urodziłem się w 2000 roku, a średnia długość życia biologicznych mężczyzn wynosi niecałe 74 lata. Oznacza to, że w ciągu swojego życia będę miał okazję być nie tylko świadkiem, ale również czynnikiem, a może nawet uczestnikiem, masowego wymierania gatunków. Swoją uwagę chcę skierować ku temu, co nieuchwytne – co istnieje poza moim poznaniem, ale niekoniecznie poza rzeczywistością. Chciałbym zastanowić się nad tym, co nastąpi po tym wymieraniu – nad formami życia, które pojawią się po nas. Ziemia posłuży mi jako przykład – jako planeta, na której miały miejsce procesy życia, ewolucji i konwergencji genetycznej. Jest to tylko punkt wyjścia do dalszych rozważań. Nie przyjmuję hipotezy rzadkiej Ziemi, ponieważ wierzę, że funkcjonujemy w rozległej sieci powiązań, której nie jesteśmy w stanie w pełni dostrzec przez naszą ograniczoną, antropocentryczną perspektywę. Istnieje ogromna liczba wariantów, w których procesy biologiczne, chemiczne i fizyczne mogą zaowocować życiem – zarówno w formach, które znamy, jak i w takich, które wykraczają poza nasze dotychczasowe zrozumienie. Wierzę, że życie może ewoluować i mutować na nieskończoną liczbę sposobów, w miejscach i warunkach, które wciąż są poza naszym zasięgiem.
Rozdział 1
Plastyczność
Wyobraźmy sobie, że po 6 masowym wymieraniu gatunków (około 10-15 mln lat po 6 m.w.g) wykształciły się istoty, które przy kończynach mają rodzaj kieszeni. Powiedzmy, że to takie kieszenie, jak w skinny jeans galaxy8, dość obcisłe, chodź w miarę duże. Są to prostokąty z zaokrąglonymi krawędziami (rounded rectangle). Mają one między 145-160 mm wysokości, od 65 do 80 mm szerokości oraz między 6 a 9 mm grubości. Przez pierwsze kilkanaście milionów lat istoty nie odkrywają zastosowania tych kieszeni, uważają to za coś w rodzaju sutków u samców (sprzed 6 masowego wymierania gatunków), czyli czegoś, co pełni wyłącznie rolę kosmetyczną. Kieszenie nie służą także do przechowywania przedmiotów, ponieważ istoty uważają to za niehigieniczne. Poza tym w niezmodyfikowanym środowisku wciąż jeszcze trudno o obiekty, które mogą zmieścić się w przestrzeni o podanych powyżej wymiarach, nie powodując przy tym podrażnień skóry i infekcji. Istoty te wskutek konwergencji ewolucyjnej9 wykształciły podobne mózgi do głównych przedstawicieli ssaków. Przez kolejne wieki istoty rozwijają technologię, w końcu zaczynają tworzyć pierwsze obiekty o przekątnych między 6.1 a 6.8 cala. Urządzenia te stają się im wyjątkowo bliskie, są to technologiczne protezy ich mózgów10. Ich zepsucie lub zgubienie skutkuje u istot lękiem i uczuciem osamotnienia. Urządzenia rozszerzają ich mózg o możliwość zapisywania informacji w kalendarzu i posługiwania się całą wiedzą naukową, która została upubliczniona. Są to mniej więcej takie urządzenia, jak Iphone 16 lub Samsung Galaxy S24 Ultra.

To mało prawdopodobne, ale możliwe. Jeśli spojrzeć na ewolucję jako proces pozbawiony jednoznacznego kierunku, a jedynie reagujący na zmienne warunki środowiskowe, można wyobrazić sobie scenariusz, w którym natura wykształca organizmy o specyficznych cechach anatomicznych – nawet takich, które dziś wydają się absurdalne11. Jeśli wśród tych istot wykształciły się kieszenie przy kończynach, początkowo mogły one nie mieć żadnego istotnego zastosowania – mogły być jedynie śladem dawnej adaptacji lub neutralną cechą, która przetrwała w wyniku dryfu genetycznego12. To jednak nie oznacza, że nie mogły stać się czymś więcej. W historii ewolucji wiele cech i form powstało z zupełnie innych powodów i służyło innym celom, niż te, którym ostatecznie zaczęły służyć13. Skrzydła owadów mogły początkowo pomagać w regulacji temperatury, a potem stały się narządem umożliwiającym latanie. Kości ucha środkowego ssaków to przekształcone elementy żuchwy ich gadzich przodków. Ewolucja nie projektuje organizmów od zera – raczej modyfikuje to, co już istnieje, znajdując nowe funkcje dla dawnych struktur. My jako ssaki odziedziczyliśmy wiele cech po jednym z naszych najważniejszych przodków, Tiktaaliku, na przykład sztywność tułowia14. Także wykształcenie biologicznych kieszeni jest teoretycznie możliwe, jeśli zrozumiemy to jako długotrwały proces adaptacji ewolucyjnej w odpowiedzi na rosnącą rolę technologii w życiu ludzi. W tym przypadku regularne korzystanie z kieszeni, które stały się nieodłącznym elementem życia ludzkiego, mogłoby stanowić presję selekcyjną prowadzącą do wykształcenia biologicznych odpowiedników tych kieszeni w przyszłych pokoleniach.
Ewolucja przekształciła płetwy w kończyny, kości żuchwy w kości ucha czy skrzydła owadów w narzędzia do latania15; dlaczego więc nie miałaby doprowadzić do wykształcenia biologicznych kieszeni, modyfikując ciało pod wpływem technologii, od której jest uzależnione. Podany przykład, choć mało prawdopodobny (znacznie poniżej 1%), ilustruje działanie takich zjawisk, jak konwergencja ewolucyjna, egzaptacja oraz splątanie ontologiczne w kontekście technologii i biologii.
Konwergencja ewolucyjna to proces, w którym organizmy niezależnie wykształcają podobne cechy w odpowiedzi na zbliżone warunki środowiskowe. Rozwój istot z biologicznymi kieszeniami przypominałby rozwój gatunków, które niezależnie wykształciły narządy zdolne do echolokacji (np. nietoperze i delfiny) czy zdolność do lotu (ptaki, nietoperze i owady). To zjawisko unaocznia, że ewolucja nie podąża jednolitym, liniowym kierunkiem, lecz raczej wykorzystuje dostępne rozwiązania w zależności od aktualnych potrzeb organizmów znajdujących się w określonym położeniu. W naszym hipotetycznym ekosystemie kieszenie powstałyby w wyniku oddolnej presji selekcyjnej wynikającej z rozwoju technologii i potrzeby stałego dostępu do urządzeń informacyjnych.
Sądzę, że konwergencja ewolucyjna nie jest procesem, który zachodzi wyłącznie na ziemi. Ewolucja podlega pewnym uniwersalnym zasadom, a środowisko determinuje kształty i cechy organizmów – co oznacza, że na innych planetach mogłyby powstać istoty przypominające te ziemskie, choć ich ewolucyjne pochodzenie byłoby zupełnie inne. Prawa fizyki i biochemii działają wszędzie tak samo, dlatego jeśli w oceanie ziemskim opływowy kształt jest optymalny do szybkiego pływania, to podobna adaptacja mogłaby pojawić się w wodnych ekosystemach na innych globach. Jeśli dana planeta miałaby atmosferę bogatą w gaz nośny, ewolucja mogłaby sprzyjać rozwojowi istot unoszących się w powietrzu, przypominających ziemskie meduzy czy latające ssaki. Tam, gdzie panuje wieczny mrok, dominować mogłyby organizmy bioluminescencyjne, podobnie jak w głębinach oceanów na Ziemi16.
Konwergencja ewolucyjna sugeruje, że w sprzyjających warunkach natura dąży do wdrażania podobnych rozwiązań. Może to oznaczać, że jeśli gdzieś we Wszechświecie istnieje inteligencja, to choć jej biologia mogłaby być całkowicie obca względem biologii istot ziemskich, jej sposób myślenia, komunikacji czy nawet ekspresji emocjonalnej mogłyby w pewnym stopniu przypominać nasze. Może istnieć obcy delfin, obcy ptak, a może nawet obcy człowiek – nie dlatego, że mamy wspólnego przodka, ale dlatego, że życie wszędzie dąży do efektywności w ramach dostępnych warunków.

Dla uproszczenia skupmy się na największym księżycu Saturna – Tytanie. Życie na Tytanie musiałoby funkcjonować w zupełnie innych warunkach, niż ziemskie. Ekstremalne zimno (-179°C), brak płynnej wody oraz obecność ciekłego metanu i etanu wymagałyby unikalnych adaptacji, opartych na chemii odmiennej od ziemskiej17. Na Ziemi komórki otoczone są błonami zbudowanymi z lipidów i fosforu, ale na Tytanie mogłyby one składać się z azotkowych związków organicznych (tzw. azotosomy). Naukowcy spekulują, że takie struktury mogłyby działać w ciekłym metanie, pełniąc rolę błon biologicznych18. Niektóre hipotetyczne mikroorganizmy mogłyby wykorzystywać wodór i acetylen jako źródło energii, wydalając metan. Co ciekawe, dane z misji Cassini19 sugerują niewyjaśnione ubytki wodoru na powierzchni Tytana, co mogłoby wskazywać na obecność jakiegoś procesu biologicznego. Pod powierzchnią Tytana może znajdować się ocean ciekłej wody z amoniakiem, a takie warunki byłyby o wiele bardziej zbliżone do ziemskich20. Gdyby istniało tam życie, mogłoby przypominać organizmy z głębin ziemskich oceanów, np. bakterie ekstremofilne, a nawet bardziej złożone formy podobne do ziemskich bezkręgowców.
Egzaptacja to zjawisko ewolucyjne, w ramach którego dana cecha lub struktura organizmu, która powstała w zupełnie innym celu lub pierwotnie nie posiadała konkretnej funkcji adaptacyjnej, zaczyna z czasem spełniać całkiem nową funkcję. Jest to sytuacja, w której ewolucja dokonuje swego rodzaju „recyklingu” istniejących już elementów, nadając im nowe, często zaskakujące przeznaczenie. Dobrym przykładem są zęby kręgowców, które obecnie służą między innymi do rozdrabniania, obróbki pokarmu lub istnieją wyłącznie jako element dekoracyjny szczęki. W swojej pierwotnej formie były to skórne łuski ryb pancernych – sztywne, odporne struktury, które pełniły rolę pancerza chroniącego osobniki przed atakami innych organizmów21. Egzaptacja sprawiła, że struktury obronne przeobraziły się w broń, narzędzia służące do aktywnego zdobywania i przetwarzania pożywienia, decydując o przetrwaniu i dominacji wielu gatunków na przestrzeni milionów lat ewolucji. Z czasem niektóre prymitywne ryby zaczęły w coraz większym stopniu oddziaływać na swoje otoczenie – nie tylko broniąc się, ale też aktywnie pozyskując pokarm. Twarde, zbrojone łuski umiejscowione w rejonie otworu gębowego, które pierwotnie chroniły delikatne tkanki, stopniowo zyskiwały nową rolę: pomagały w chwytaniu i unieruchamianiu ofiary – szczególnie tej trudnej do zatrzymania, jak śliskie bezkręgowce czy drobne ryby. Struktura obronna przeobraziła się zatem w strukturę umożliwiającą atak. Były to zmiany korzystne dla przetrwania gatunku, dlatego z czasem zaczęły dominować. Proces ten mógł rozciągać się przez dziesiątki milionów lat – szacuje się, że co najmniej 20–50 milionów, a może i dłużej, przy czym proces przebiegał stopniowo i niezależnie u wielu różnych form życia.
Jeśli cofniemy się jeszcze dalej i głębiej, do czasów sprzed zębów, łusek i szczęk – natrafimy na formy życia, które nie posiadały jamy ustnej. Śluzice i inne pierwotne bezżuchwowce to jeden z pierwszych etapów tej ewolucyjnej drogi. Wcześniej istniały organizmy, które wchłaniały substancje odżywcze całą powierzchnią ciała, bez potrzeby rozdzielania wnętrza od zewnętrza otworem gębowym.


Jama ustna – ten pozornie podstawowy element ludzkiego ciała – również jest produktem ewolucyjnej kontyngencji22, wynikiem konkretnego biegu wydarzeń biologicznych. Nic nie gwarantowało jej powstania. Gdyby nasze filogenetyczne drzewo23 rozgałęziło się inaczej, gdyby nie presja wymuszająca poszukiwanie coraz bardziej efektywnych metod zdobywania pokarmu – moglibyśmy istnieć bez jamy ustnej. Człowiek byłby wtedy organizmem, który przyswaja energię poprzez symbiozę, filtrację, fermentację wewnętrznych środowisk lub przez całkowicie nieznane nam jeszcze procesy metaboliczne.
Nasze usta, szczęki, zęby – cały ten system – nie są uniwersalnym rozwiązaniem, ale jedną z wielu możliwych odpowiedzi życia na wyzwanie: jak przetrwać?
W tym sensie jama ustna – jako brama umożliwiająca kontakt organicznego wnętrza ze światem zewnętrznym – nie jest niezbędna, lecz wskutek pewnych przypadków wyewoluowana. Można wyobrazić sobie istoty rozumne pozbawione ust, pozbawione wewnętrznej jamy, dla których pojęcia „połykania” czy „mowy” są tak obce, jak dla nas idea oddychania przez korzenie. A jednak istoty te mogłyby wytworzyć równie lub bardziej rozwiniętą ekologię – być może byłyby lepiej zintegrowane z otoczeniem, niż my.
Śluzice (Eptatretus stoutii) – współcześni przedstawiciele ryb bezżuchwowych (Agnatha). Źródło: NOAA/Monterey Bay Aquarium Research Institute, Wikimedia Commons, Agnatha Photo Gallery | Wildlife Journal Junior
Rozdział 2
Kto współtworzy człowieka?
U człowieka dominującym zmysłem jest wzrok. W zależności od przyjętej definicji, człowiek posiada od 12 do 14 podstawowych zmysłów, a jeśli uwzględnić bardziej wyspecjalizowane modalności sensoryczne, liczba ta wzrasta do 17–22. Jest to liczba zaskakująca, zwłaszcza w kontekście popularnej, wywodzącej się jeszcze z IV wieku p.n.e. koncepcji Arystotelesa, według której człowiek dysponuje jedynie pięcioma zmysłami. Arystoteles, opierając się na obserwacji bezpośrednich doświadczeń cielesnych, wyróżnił wzrok, słuch, węch, smak i dotyk jako podstawowe zmysły człowieka. Nie jest to jednak lista wyczerpująca. Zmysły świądu i bólu nie tylko ostrzegają organizm o zagrożeniach zewnętrznych, ale także aktywnie współtworzą strukturę indywidualności. Rejestrując naruszenie integralności ciała przez inne organizmy, inicjują natychmiastową reakcję odrzucenia i obrony. W ten sposób percepcja bólu i świądu wzmacnia granicę między „ja” a „inny”, a dążenie do zachowania odrębności (która jest kluczowym pojęciem organizującym wyobraźnię człowieka) staje się podstawowym mechanizmem przetrwania.
Można spekulować, że gdyby te zmysły funkcjonowały inaczej – słabiej, wolniej lub mniej jednoznacznie – relacja organizmu z pasożytami i innymi formami życia byłaby mniej antagonistyczna. Być może ciało nie reagowałoby gwałtownym odruchem obronnym, lecz pozwalałoby na symbiotyczne lub półsymbiotyczne współistnienie, rozluźniając granice indywidualności na rzecz bardziej płynnego bycia-w-relacji. W perspektywie feministycznej ciało nie jest już postrzegane jako zamknięta, autonomiczna jednostka, lecz jako przepuszczalna, dynamiczna przestrzeń współdzielona z innymi formami życia. Gdyby mechanizmy bólu i świądu nie były tak silnie ukierunkowane na obronę granic, doświadczenie własnego ciała mogłoby ulec zasadniczej przemianie: nie byłaby to twierdza broniąca integralności, lecz porowata sieć relacji, w której inność jest przyjmowana, a nie odrzucana. Zamiast natychmiastowego identyfikowania i zwalczania innego jako intruza, moglibyśmy wykształcić zdolność do koegzystencji, negocjowania obecności i redefinicji tego, co oznacza być sobą. W takim modelu indywidualność nie znika, lecz staje się procesem i jest nieustannie konstruowana, także z tego, co obce i nieprzewidywalne. Obecna nauka podważa intuicyjne wyobrażenie organizmu jako jednorodnej, autonomicznej całości. Ciało ludzkie okazuje się być złożonym ekosystemem, siecią nieustannie zmieniających się relacji między organizmem a jego mikrobiologicznymi współmieszkańcami.

Mikrobiom – bakterie, wirusy, grzyby – nie tylko zamieszkują nasze ciała, lecz współtworzą nasze procesy fizjologiczne, emocjonalne i poznawcze. To one regulują odporność, metabolizm, wpływają na nasze nastroje i decyzje. Są to interwencje, których zwykle nie jesteśmy świadomi. Około 50% komórek w ścisłym sensie odpowiedzialnych za nasze istnienie nie pochodzi od nas samych24. W człowieku referencyjnym25 o wadze 70 kg znajduje się około 39 bilionów bakterii i 30 bilionów komórek ludzkich26. W świetle tej wiedzy, granica między „własnym” a „obcym” traci wyraźny kontur. Cielesność jawi się nie jako stabilne centrum, ale jako pole wymiany, migracji i nieustannej negocjacji tożsamości. Od początku jesteśmy zamieszkiwani i współkształtowani przez innych – każda komórka, każdy impuls życia nosi w sobie ślady tej obcości. To, co nazywamy „ja”, zawsze było mieszaniną, fermentem i dynamiczną symbiozą. Cielesność wydaje mi się miejscem spotkań, a nie zamkniętymi drzwiami odgradzającymi nas od nie-nas.
Czy witając się regularnie ze swoją sąsiadką za każdym razem mam do czynienia z tą samą osobą? Thomas Metzinger wskazuje, że „ja” – zarówno moje, jak i mojej sąsiadki – nie jest trwałym bytem, lecz dynamicznie zmieniającym się modelem tworzonym przez mózg. To, co nazywamy sobą, jest efektem nieustannej symulacji: chwilowej konstrukcji bazującej na strumieniach percepcji, pamięci, emocji i fizjologicznych procesów. W tym ujęciu każde spotkanie jest zderzeniem dwóch przepływów, dwóch tymczasowych konfiguracji, które w danym momencie utrzymują pozór stałości. To, kogo spotykam, zmienia się z każdą chwilą, tak jak zmienia się konstrukcja mojego własnego „ja”, niepostrzeżenie i nieodwracalnie. Jeśli ciało jest miejscem spotkań, a nie zamkniętą twierdzą, to tożsamość staje się chwilowym zawieszeniem w sieci relacji. Nie jest czymś, co można posiadać, obronić czy zakonserwować, ale czymś, co za każdym razem tworzy się od nowa. „Ja” nie jest punktem stałym w świecie, jest procesem wzajemnych oddziaływań, negocjacji, przenikań.
Przyjmując teorię Thomasa Metzingera zakładam, że istniejemy tylko o tyle, o ile spotykamy się z innymi. Istniejemy w spotkaniu. Czy zatem można powiedzieć, że właściwie samo „ja” jest rodzajem spotkania?
Obraz, który widzimy na ekranie komputera, wydaje się nam czymś bezpośrednim nawet przy całym uczonym sceptycyzmie. Klikamy w niego, dzielimy się nim, w odniesieniu do niego wyrabiamy sobie światopoglądy, wierzymy w niego tak, jak wierzy się w obecność rzeczy otaczających nas w pomieszczeniu – jak gdyby naprawdę był gdzieś zlokalizowany, znajdował się na wyciągnięcie ręki. A przecież ściśle rzecz biorąc jest to tylko wynik skomplikowanych procesów zachodzących gdzieś w ukrytej maszynerii (komputera i naszego mózgu). Tak samo jest z naszym „ja”: odczuwamy je jako coś oczywistego i bezpośredniego, choć w istocie jest jedynie interpretacją ukrytych działań mózgu.
W filmie Towarzysz jeden z bohaterów wyznaje sex-robotowi prawdę dotyczącą jego rodowodu – nie jest on człowiekiem, a jedynie zakupioną przez mężczyznę zabawką erotyczną27. Na gruncie teorii Thomasa Metzingera w zasadzie wszyscy możemy utożsamić się z owym robotem. My także funkcjonujemy w oparciu o wewnętrzny model pewnego ja, który wydaje się nam rzeczywisty i naturalny tylko dlatego, że nie mamy dostępu do jego technicznego zaplecza, programu, który nosi znamiona sztuczności (kwestionuje naszą autonomię). Tak jak robot przeżywa swoją tożsamość, nie wiedząc, że jest ona symulacją, tak i my przeżywamy ja jak gdyby było własnością prywatną, podczas gdy stanowi ono dynamiczną konstrukcję, która nie opiera się na żadnym trwałym fundamencie. Różnica między nami a nim jest mniejsza, niż chcielibyśmy przyznać, a każde „dzień dobry” powtarzane przez sąsiadkę jest nowym wyłonieniem modelu, nowym powtórzeniem figury, która nie ma innego trybu istnienia poza chwilowością.
Rozdział 3
Różne formy odbioru
Czasem próbuję wyobrazić sobie świat jako przestrzeń, w której, zamiast widzieć kolory i kształty, czuję kierunki i zmiany napięcia. Wyobrażam sobie, że gdy stoję w miejscu, wyczuwam delikatne przyciąganie w stronę północy. To uczucie jest stałe i pozwala mi określić swoje położenie. Kiedy się poruszam, odczuwam zmiany w sile tego przyciągania: w miejscach o silniejszym polu magnetycznym napięcie rośnie, w innych maleje. Moja orientacja w przestrzeni opiera się wyłącznie na rejestracji niewidzialnych sił, nie na zmyśle wzroku.
Fascynuje mnie, jak nieuchronnie moja wyobraźnia podlega filtrowi percepcyjnemu, który deformuje wszelkie próby wyjścia poza własne zmysły i zespół utartych wyobrażeń.
Nasze ciała są wyposażone w wiele zmysłów, które stale ze sobą współpracują, a mimo to nie jesteśmy w stanie odczuwać oddziaływania pól magnetycznych ani wielu innych sił i procesów, które przecież istnieją i wpływają na to, czym jesteśmy. Nasz obraz rzeczywistości jest wynikiem pracy ograniczonego zestawu zmysłów. Świat, który widzę i czuję, to tylko niewielka część tego, co naprawdę mnie otacza. Nasza relacja ze światem jest całkowicie zapośredniczona. W zasadzie nie widzimy świata. Widzimy jego wersję demo – skrojoną pod nasze zmysły i potrzeby. Pole magnetyczne Ziemi dla niektórych istot jest tak oczywiste, jak dla nas widok nieba. Zamiast koloru doświadczają kierunku. Nie zmierzają do drzewa, lecz do zmiany w natężeniu pola. Tak może wyglądać świat ptaków migrujących czy żółwi morskich, które pokonują tysiące kilometrów, podążając za sygnałami, których my nawet nie potrafimy zarejestrować. Nie słyszymy ultradźwięków, nie rejestrujemy promieniowania cieplnego przez skórę z taką czułością, jak niektóre gatunki węży. Do środka docierają tylko wybrane sygnały – bodźce, które nasze zmysły potrafią przetworzyć. Całe światy dźwięków poza naszym zakresem, świat podczerwieni, pola elektryczne, mikrowibracje, zmiany ciśnienia molekularnego – to wszystko dzieje się obok nas, równolegle, ale zupełnie poza zasięgiem naszego doświadczenia, a w związku z tym także wyobraźni. Nie dlatego, że to nie istnieje, ale dlatego, że nasze ciało nie zostało do tego przystosowane.
Jednym z największych błędów poznawczych jest wiara, że to, co widzimy, to cała rzeczywistość. W rzeczywistości zmysły nie odkrywają świata – one go filtrują28. Chronią nas przed nadmiarem bodźców, ale jednocześnie odcinają od ogromnej części tego, co istnieje. Co prawda trudno mi sobie wyobrazić, jak to jest doświadczać świata przede wszystkim poprzez echolokację, ale potrafię myśleć o rzeczywistości jako o nieskończonej liczbie zmysłowych krajobrazów. Każde stworzenie może mieć swój unikalny sposób odczuwania świata.
Jedni postrzegają przez dotyk, inni za pośrednictwem zapachów, temperatury, poczucia przestrzeni albo rytmu. Świat nie musi być wizualny. Może być migotaniem dźwięków, plątaniną zapachów albo mapą ciśnienia wytwarzającego się między łapami a dociskaną przez nie powierzchnią.

Pies, z którym mieszkam – dla przyjaciół Moody – fascynuje mnie właśnie ze względu na to, jak odmiennie odbieramy świat. Dla mnie jest to siedmioletni polski owczarek nizinny, czworonożne zwierzę, z którym łączy mnie bliska, przyjacielska relacja. Ma charakterystyczny, dość łagodny zapach, ale nie nazwałbym go „typowym zapachem psa”. Ja natomiast prawdopodobnie nie istnieję dla niego jako 25-letni biały mężczyzna o poglądach lewicowych, lubiący ubrania oversize w wyblakłych kolorach. Te kategorie nie mają żadnego sensu w jego świecie. Moody rozpoznaje mnie po zapachu skóry, dźwięku kroków, tonie głosu, porze dnia, w której zazwyczaj wracam do mieszkania29. Jestem dla niego obecnością rozpiętą między powtarzalnymi znakami, ciepłem ciała i emocjonalnym śladem. To, co on o mnie wie, jest równie rzeczywiste, co mój własny obraz siebie, tylko zakorzenione w zupełnie innym systemie odniesień i wrażliwości. Sposób, w jaki Moodi postrzega świat, wydaje mi się wyjątkowo relaksujący. Patrzy na rzeczywistość bez ciężaru narzuconych struktur społecznych, bez presji, by cokolwiek osiągać, posiadać czy udowadniać. Zazdroszczę mu tej wolności – braku obciążenia ludzkimi systemami takimi jak kapitalizm, który uczy nas, że wartość człowieka mierzy się produktywnością, czysto symbolicznym statusem związanym z posiadaniem dóbr.
Ludzie często wyobrażają sobie, jak wyglądałby świat, gdyby zwierzęta mogły mówić. W filmach, książkach i bajkach zwierzę otrzymuje głos, często podobny do ludzkiego. Zwierzęta mówią pełnymi zdaniami, nazywają swoje emocje, zadają pytania. Dzięki temu pierwotnie nieme dla ludzi (a przez to dzikie) zwierzę staje się zrozumiałe i oswojone. Niezbyt często natomiast wyobrażamy sobie, jak mogłaby wyglądać rozmowa, gdyby odbywała się poprzez wymianę mikrodrgań, zmianę chemicznego składu powietrza, przesył impulsów elektrycznych w wodzie albo modulację pola magnetycznego. Taka forma porozumiewania się istnieje wśród owadów, ryb, wielorybów czy bakterii. Nie ma w niej słów i komunikatów w naszym ludzkim sensie. Są sygnały, zmiany napięcia i struktury obecności. Wynika z tego, że komunikacja nie musi mieć formy wymiany konwencjonalnych znaczeń. Może być ruchem, ciśnieniem, zmianą rytmu. Trudno nam to sobie wyobrazić, ponieważ nie jesteśmy wyposażeni w zmysł do odczuwania drgań, nie rejestrujemy feromonów świadomie, nie widzimy pola magnetycznego. Dlatego jako akt komunikacji jesteśmy skłonni klasyfikować przede wszystkim to, co w jakiś sposób przypomina mowę. A jeśli nie przypomina – jest dla nas nieme. Jak w takim nastawieniu mielibyśmy rozpoznać kontakt z czymś, co jest radykalnie inne – choćbyśmy już ten kontakt nawiązali?
Różne opracowaniach tego motywu w kulturze bazują na założeniu, że jeśli kiedyś pojawi się inna forma życia – pozaziemska, syntetyczna albo biologiczna, ale nie-ludzka – będzie się ona z nami komunikować w sposób przystosowany do naszych zmysłów. Że „da nam znak”, że „coś powie”. Co, jeśli ta forma życia nie mówi? Nie produkuje języka? Nie ma potrzeby ani świadomości porozumienia w naszym sensie? Co, jeśli jej obecność objawia się jedynie jako zmiana w rytmie pola, zakłócenie w wodzie, mikrodrganie gleby, które rejestrują tylko niektóre owady? W takim scenariuszu kontakt nie zostaje nawiązany, bo nie zostaje zauważony. A jeśli zostaje zauważony, to jest natychmiast tłumaczony i przetwarzany na coś, co możemy zrozumieć, na język obcy względem pierwotnego fenomenu. Nie mogę wykluczyć, że Moody ma kontakt z czymś, co dla mnie nie istnieje. Może z tym żyć na co dzień, nawet jeśli moja percepcja całkowicie to odfiltrowuje.
Jest to tym bardziej prawdopodobne, w przyrodzie dochodzi przecież do analogicznych przeoczeń (nomen omen język ludzki opiera się na metaforach optycznych i nawet doświadczenie zrównuje z widzeniem): na przykład nietoperz nie widzi jelenia, tylko jakąś przeszkodę, którą musi ominąć podczas lotu. Z kolei jeleń nie ma pojęcia, że przelatuje nad nim konkretny gatunek nietoperza. Obie istoty żyją w tym samym lesie, czasem niemal na siebie wpadają, ale ich światy się nie przecinają. Nietoperz tworzy swoją mapę za pomocą ech: kontury, kształty, powierzchnie – wszystko, co odbija dźwięk. Jeleń natomiast chłonie zapachy, odczytuje ślady, słucha trzasku gałązek, ale nie rejestruje sygnału, który wysyła nietoperz. Oba stworzenia funkcjonują w konkretnych środowiskach, w tych samych wymiarach czasu i przestrzeni, ale dla siebie nawzajem są niewidzialne. Jelenie i nietoperze wywodzą się z tej samej linii ewolucyjnej. Choć dzieli je ponad sto milionów lat odrębnych przystosowań, mutacji i selekcji środowiskowej, ich istnienie zakorzenione jest w jednym organizmie, który dał początek zarówno lądowym roślinożercom, jak i latającym nocnym łowcom30. To, że dziś ich światy się nie pokrywają i niemal rozmijają, a ich zmysły nie pozwalają im się nawzajem dostrzec, nie zmienia faktu, że są fragmentami tej samej historii życia. Ich odmienność obejmuje zespół cech i dyspozycji, ale nie ich istotę. Na poziomie rodowodu są jednym – bytem zdywersyfikowanym, ale nie podzielonym. Ten fakt burzy iluzję obcości, pokazując, że radykalna różnica może wyrastać z całkowitej wspólnoty.
Rozdział 4
Strategie wchodzenia w kontakt
Wiedza o rozmiarach wszechświata może być dla ludzkiego umysłu przytłaczająca. Potrafimy go mierzyć, mapować i modelować, ale nasza zdolność do rzeczywistej eksploracji, zwłaszcza w wymiarze jednostkowym, pozostaje niemal zerowa. Żyjemy w rzeczywistości rozciągniętej na miliardy lat świetlnych, a mimo to jesteśmy w niej niemal całkowicie unieruchomieni. Ta niemoc poznawcza i technologiczna niemożność nawiązania kontaktu z innymi formami istnienia spoza naszej planety generuje we mnie uczucie głębokiego osamotnienia, które swoją drogą także może być efektem działania filtrów skonfigurowanych pod antropocentryczną architekturę poznania. Nasze zmysły, język, aparaty poznawcze i formy wyobraźni zostały zaprojektowane – ewolucyjnie i kulturowo – w taki sposób, by służyć przetrwaniu ludzkiego organizmu, a nie odkrywaniu pełnego spektrum wystąpień rzeczywistości. To, czego nie potrafimy nazwać, usłyszeć lub pomieścić w granicach naszego kodu poznawczego, siłą rzeczy jest dla nas zepchnięte do rejestru nieistnienia. Pomimo ogromnych różnic między samymi ludźmi – kulturowych, cielesnych, psychicznych – wszyscy jesteśmy czymś w rodzaju wariantów jednego wzorca. Dziedziczymy określony zestaw struktur biologicznych, poznawczych i emocjonalnych, które osadzają nas w granicach określonej skali odbioru rzeczywistości. Nasze zmysły operują w wąskim paśmie częstotliwości, nasze mózgi organizują świat według tych samych logik narracyjnych, a nasze ciała są zaprogramowane do interakcji z otoczeniem w ramach biologicznie odziedziczonego interfejsu. Innymi słowy: choć różnimy się między sobą, wszyscy jesteśmy uwięzieni w podobnym systemie operacyjnym.
Brytyjski neurolog Karl Friston opisuje ludzki mózg jako system predykcyjny, czyli mechanizm, którego podstawowym zadaniem jest minimalizacja rozbieżności między przewidywanymi a rzeczywistymi bodźcami sensorycznymi. Mózg nie odbiera rzeczywistości w sposób pasywny, lecz nieustannie generuje hipotezy na temat świata i porównuje je z napływającymi danymi zmysłowymi. Percepcja w tym ujęciu staje się procesem aktywnej inferencji31 – konstruowaniem obrazu rzeczywistości na podstawie uprzednich modeli i oczekiwań. Oznacza to, że dostęp do świata zewnętrznego jest zawsze pośredni, a to, co uznajemy za „realne”, stanowi rezultat wewnętrznej ekonomii poznawczej organizmu, który dąży do optymalizacji energetycznej i redukcji niepewności32.
Gdy sięgamy ręką po kubek stojący na stole, nasz mózg nie analizuje za każdym razem wszystkich szczegółów tej czynności; zakłada, że kubek jest stabilny, ma określoną wagę i temperaturę. Dopiero gdy kubek okazuje się wyjątkowo gorący lub pusty, system przewidywania zostaje skorygowany i uzupełniony o nowe dane zmysłowe.

Jeśli założyć, że dostęp do rzeczywistości jest zawsze konfigurowany przez modele predykcyjne, to ingerencja w ich strukturę może otworzyć nowe trajektorie poznawcze. Substancje takie jak ketamina, poprzez zakłócenie hierarchicznego porządku inferencyjnego, umożliwiają eksperymentalne badanie alternatywnych konfiguracji percepcji.
W 1962 roku chemik Calvin L. Stevens opracował związek chemiczny zwany ketaminą, który znalazł zastosowanie w medycynie jako mniej szkodliwa alternatywa dla fencyklidyny (PCP). Stosowanie tej ostatniej wiązało się z ryzykiem poważnych zaburzeń psychicznych, w tym objawów psychotycznych, podczas gdy ketamina okazała się użyteczna w medycynie polowej i ratunkowej ze względu na swoje właściwości – szczególnie stabilność hemodynamiczną oraz zdolność do indukowania stanu tzw. „znieczulenia dysocjacyjnego”, w którym pacjent pozostaje fizjologicznie reaktywny, ale odcina się od bodźców zewnętrznych i doświadczenia cielesności. W kolejnych dekadach zaczęto dostrzegać wpływ substancji na funkcje psychiczne, co wzbudziło zainteresowanie zarówno w środowiskach naukowych, jak i wśród użytkowników eksperymentujących z jej potencjałem psychotropowym. Obecnie ketamina stanowi przedmiot intensywnych badań klinicznych, szczególnie w kontekście leczenia depresji opornej na farmakoterapię, zespołu stresu pourazowego (PTSD) oraz wybranych form uzależnień.
Obecność ketaminy w obiegu pozamedycznym wpisuje się w szersze zjawisko zwrotu ku substancjom psychoaktywnym jako narzędziom pozwalającym na modyfikację stanu świadomości zarówno w celach terapeutycznych, jak i egzystencjalnych. Współczesne zainteresowanie tymi środkami wykracza poza ramy rekreacji i zaczyna pełnić funkcję alternatywnego podejścia do samopoznania, regulacji emocji, pracy z traumą oraz eksploracji granic percepcji. Ketamina, podobnie jak inne psychodeliki, wykorzystywana jest jako sposób na dotarcie do obszarów doświadczenia zwykle niedostępnych – w tym do stanów interpretowanych jako procesy duchowe, kosmiczne lub transpersonalne. Tego rodzaju praktyki, zwykle pozainstytucjonalne, coraz częściej wpisują się w indywidualne strategie pogłębiania autorefleksji i poszukiwań ontologicznych, szczególnie w kontekście współczesnych kryzysów sensu i tożsamości33.
Przy założeniu, że nasza percepcja rzeczywistości jest wynikiem aktywnego procesu predykcyjnego, którego celem jest podtrzymywanie spójnego, egocentrycznego modelu świata, istotnym i wiele wnoszącym wydaje się pytanie: czy możliwa jest chwilowa dekonstrukcja tego modelu na rzecz alternatywnych form poznania?

Ketamina, jako substancja modyfikująca hierarchię inferencyjną i zakłócająca wewnętrzną ekonomię poznawczą organizmu, może być rozumiana nie tylko jako środek psychotropowy, lecz jako narzędzie epistemiczne – strategia dostrajania się do częstotliwości bytów, które w normalnych warunkach pozostają nieuchwytne, niewidzialne lub niewyrażalne. Byty te niekoniecznie muszą mieć status biologiczny czy materialny; mogą istnieć jako struktury informacyjne, pola oddziaływań, formy sprawczości poza językiem i cielesnością, wymykające się antropocentrycznym pojęciom istnienia. Ketamina interesuje mnie w tym kontekście jako rodzaj technologii ontologicznej. Przez termin technologia ontologiczna rozumiem nie tyle narzędzie wywołujące subiektywne zmiany w świadomości, ile środek, który tymczasowo zmienia sposób, w jaki doświadczamy rzeczywistości i relacji między sobą a światem. Ketamina działa tu nie jako zwykła substancja psychotropowa, ale jako eksperymentalny interfejs, który pozwala częściowo zawiesić nastawienie poznawcze zorganizowane przez redukcjonistyczny system predykcyjny, zdefragmentować gotowość percepcyjną i wejść kontakt z tym, co zwykle jest niewyobrażalne, pomijane, eliminowane itp. Ten rodzaj technologii różni się zasadniczo od technologii rozumianej w sposób klasyczny. Tradycyjne technologie operują w ramach ustalonych modeli rzeczywistości – przetwarzają dane pewnego typu, wspomagają określony typ percepcji, automatyzują konkretne działania – a ich funkcja nie polega na kwestionowaniu czy rozbijaniu struktury istnienia, w której osadzone są te operacje. Technologia ontologiczna działa głębiej, na poziomie podstawowych warunków, które określają, co może zostać uznane za byt, relację lub zdarzenie. W tym sensie nie służy ona jedynie rozszerzaniu zdolności poznawczych czy sprawczości użytkownika, lecz czasowemu przekształceniu ram ontologicznych, w których konstytuuje się zarówno świat, jak i podmiot.
Ketamina, jako antagonista receptora NMDA, zaburza komunikację pomiędzy kluczowymi obszarami mózgu (m.in. korą przedczołową i hipokampem), osłabiając zdolność do integrowania informacji w spójną, hierarchicznie uporządkowaną narrację rzeczywistości. W efekcie tego rozpadu w polu poznawczym mogą pojawiać się treści, które normalnie zostałyby odrzucone jako mało prawdopodobne lub sprzeczne z przyjętym modelem świata – w tym złożone, intencjonalne „byty” postrzegane jako odrębne od podmiotu. Są one produktem zdezintegrowanego systemu inferencyjnego, który generuje alternatywne hipotezy o charakterze egzystencjalnym, często odczuwane jako spotkanie z obcą inteligencją34.
Opisywane byty nie są jedynie mentalnymi artefaktami czy halucynacjami pozbawionymi struktury. Często posiadają one wewnętrzną spójność, intencjonalność oraz wyraźny afekt – pojawiają się jako coś, co „wie”, „reaguje”, „interweniuje”. Kontakt z nimi nie polega na wymianie słów czy gestów, lecz raczej na intuicyjnym rozpoznaniu ich obecności. To, że opisywane byty nie posiadają formy biologicznej, zgodnie z przyjętą przeze mnie logiką nie oznacza, że nie istnieją. Ich realność nie polega na fizycznej obecności, lecz na skutku, jaki wywierają na podmiot. A jest to skutek doniosły, ponieważ wiąże się z przekroczeniem granic utartego wyobrażenia o podmiocie i jego relacji ze światem. Doniosłości tej nie umniejsza fakt, że w słowniku brakuje kategorii pozwalających uchwycić i spacyfikować to, co może się poza tymi granicami znajdować.
W tym sensie istnienie tego rodzaju nie musi być potwierdzone przez klasyczne kryteria materialności czy lokalizacji w przestrzeni. Czołowa przedstawicielka posthumanistycznego feminizmu Donna Haraway pisze o byciu w świecie nie jako o stanie posiadania formy, lecz jako o uczestnictwie w relacjach, które kształtują tożsamości, granice i znaczenia35. Byty, które pojawiają się w stanach dysocjacyjnych, mogą być rozumiane właśnie w tym duchu, jako konfiguracje relacyjne, które nie są ani czysto wewnętrzne, ani zewnętrzne, lecz powstają pomiędzy – w przestrzeni afektywnego i poznawczego splątania. Być może właśnie tego rodzaju formy – nieprzypisane do materii, wymykające się klasyfikacjom, reaktywne i afektywne – stanowią brakujące ogniwo w naszym wyobrażeniu o tym, czym jest kontakt i jak można go nawiązywać. Być może nasza uwaga powinna kierować się nie ku nieznanym, ale potencjalnie możliwym do odkrycia gatunkom czy obiektom, lecz ku istniejącym już teraz i tutaj układom obecności, które pozostają poza zasięgiem dominującej aparatury poznawczej.
Jeśli przyjąć tę perspektywę, możliwość nawiązania kontaktu z mitologizowanym innym nie zależy od fizycznego przekroczenia granic planety ani od odnalezienia form życia w klasycznym, biologicznym rozumieniu, lecz od rekonfiguracji naszych ram poznawczych i ontologicznych założeń co do tego, co zasługuje na – także mitologizowane – miano istnienia.


Zakończenie
Cocktail Creatures
Moje ciało to nie jest stały kształt. To raczej tymczasowy koktajl – mieszanka rzeczy, które się ze sobą spotykają tylko na chwilę. Komórki umierają i rodzą się na nowo, bakterie żyją we mnie jak w wynajmowanym mieszkaniu, a myśli przeskakują między neuronami. Nie jestem kimś stałym – jestem wydarzeniem. Może więc człowiek to nie jednostka, tylko proces? Może nie żyjemy, tylko jesteśmy sumą żyć, które się przez nas przetaczają? W końcu posiadamy artefakty przeszłości – zęby mądrości, mięśnie uszu, pseudogeny w DNA. O tym kim jesteśmy zdecydowały inne istoty, ryby, płazy, cyjanobakterie i procesy, których nie jesteśmy w stanie dostrzec. Nie jesteśmy ludźmi z natury, tylko formą życia zsyntetyzowaną przez kapitalizm. Obcy, którego sami stworzyliśmy – plastik – wszedł do naszych ciał i już z nich nie wyjdzie. Stał się częścią naszego wnętrza, wpisany na zawsze w materię, z której jesteśmy zrobieni. Na następne setki lat plastik pozostanie wspólną cząstką wszystkich ziemskich form życia – jak biologiczny paszport, potwierdzenie naszego pochodzenia z planety przemysłu. Ten znak rozpoznawczy już wyruszył dalej – obcy, którego stworzyliśmy, opuścił Ziemię i rozpoczął cichą kolonizację kosmosu. Plastik – nasz wspólny promyk istnienia. Wyprzedził nas i pewnie ma większe szanse na wejście z bytami w relację, która dla nas być może nigdy nie zaistnieje.

Wyobraź sobie: obcy przylatują. Nie po surowce, nie po kontakt. Przylatują, bo plastik ich zainteresował. Nie planeta. Nie życie organiczne. Materiał, który nie zachowuje się jak reszta natury. Trwały, powtarzalny, syntetyczny, ale rozproszony – i współistniejący z formami biologicznymi. To dla nich ciekawsze, niż DNA. Lądują w oceanie śmieci, nie na lądowisku NASA. Nie mówią, nie błyskają światłami, nie wychodzą z pojazdu. Wchodzą w relację z materiałem. Zbierają próbki. Nie nas. Nie odpowiadają na żadne nasze sygnały. Dla nich nie jesteśmy czytelną formą – jesteśmy czymś jak jeleń dla nietoperza.
Być może nasz destrukcyjny lifestyle cały czas czyni nas ślepymi na obcych. W końcu, gdy już znajdujemy jakiegoś obcego, myślimy, w jakie ramy go zmieścić, jak go zakwalifikować i wykorzystać. Spotkanie wymaga otwartości na zmianę. A my – jako kultura – nie chcemy się zmieniać. Wolimy przekształcać świat na nasz obraz, niż dopuścić do przekształcenia nas samych. Uważam, że etyka przyszłości nie powinna skupiać się na autonomii podmiotów, ale na jakości relacji między nimi – także z tym, co nie-ludzkie, syntetyczne, obce. Sądze, że właśnie takie przekształcenie pozwoli nam zbudować bardziej złożone i odpowiedzialne relacje z obcymi – bytami, które już teraz wpływają na nasze życie i częściowo nas kontrolują, choć często nie jesteśmy tego świadomi. Może to właśnie od myślenia o wspólnym bytowaniu powinnyśmy i powinniśmy zacząć nowy rodzaj kolonizacji – nie tej opartej na dominacji, ale na próbie zrozumienia, współistnienia i poczucia się częścią większej całości. Więc nowy rodzaj kolonizacji powinien być nowym rodzajem czułości – strategią przetrwania, subtelnym ruchem ku temu, co inne, bez chęci dominacji.
Może powinnyśmy i powinniśmy być właśnie jak plastik. Byt trwale związany z ziemią, wodą, organizmem – nieusuwalny, obcy, a jednak współtworzący biosferę. Być jak plastik to zaakceptować nieodwracalność naszej obecności, naszej toksyczności, to próbować budować relacje pomimo tej toksyczności; to porzucić iluzję czystości i myśleć o przetrwaniu nie poprzez separację, ale poprzez splątanie z tym, co wydaje się nieożywione, sztuczne i wrogie. Może tylko przyjmując tę radykalną nieczystość jesteśmy w stanie stworzyć nowy model wspólnoty – postludzkiej, obcej, syntetycznej, a jednak czułej. W końcu to właśnie plastik ma cechy boskie. Nie da się go zabić, nie da się go usunąć, nie da się go zapomnieć. Trwa wiecznie. Jak bóg, którego nieudolnie próbowaliśmy znaleźć, aż w końcu udało się nam go stworzyć. Teraz niczym biblijne metafizyczne stworzenie ze starego testamentu, karze nas za nieprzemyślane i krótkowzroczne decyzje. Dbanie o środowisko staje się formą modlitwy, a jej brak nieuchronnie ściąga karę. Nasz nowy bóg nie przebacza, nie zapomina i nigdy nie znika – on naprawdę istnieje pod postacią opakowania twojego ulubionego szamponu do włosów, etui na telefon, taniej ramki na zdjęcie, którą kupiłeś, żeby powiesić ją w przedpokoju. Jest wszędzie, mroczny mesjasz – nie taki, jakiego chcieliśmy. Taki, na jakiego zasłużyliśmy.
Jeśli kontakt ma nastąpić, to nie przez spotkanie z obcym, ale przez zmianę nas samych – neurologicznie, społecznie, filozoficznie. Może to właśnie ketamina, sztuczna inteligencja, plastik i mutacje są pierwszymi próbami dostrojenia się do obcych form komunikacji. Kosmici nie są już kwestią istnienia, lecz pytaniem o formę relacji – i o to, kto ma prawo być uznany za rozmówcę. Nie szukamy życia we wszechświecie – szukamy warunków, w których moglibyśmy przestać uznawać siebie za centrum. Może gdzieś są obcy, z którymi ludzkość doskonale potrafiłaby się porozumieć. Może zrozumieliby nasze problemy, emocje, potrzebę sensu – może nawet by nas polubili. Ale ich warunki życia byłyby tak odmienne, że nasze ciała po prostu nie mogłyby ich znieść. Nie mogłybyśmy oddychać tym samym powietrzem, dotknąć tej samej materii, przebywać w tym samym miejscu. Co, jeśli już jesteśmy z nimi w relacji, a ta relacja opiera się nie na obecności, ale na wzajemnym braku?
Andrzej Staniek (ur. 2000). Jest artystą wizualnym mieszkającym w Poznaniu. Ukończył studia licencjackie i magisterskie z fotografii intermedialnej na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Jego praktyka obejmuje media 3D, rzeźbę oraz sztukę obiektu, koncentrując się na spekulatywnych ekologiach, sprawczości bytów nie-ludzkich oraz transformacjach materialnych. W swojej twórczości Staniek podejmuje idee dark ecology i myśli posthumanistycznej, tworząc środowiska, w których technologia, biologia i wyobraźnia splatają się ze sobą. Zamiast przedstawiać stabilne narracje, jego prace przywołują niestabilne formy życia i materii, sugerując alternatywne sposoby współistnienia wykraczające poza antropocentryczne ramy.
Cocktail Creatures
Galeria Szczur, Poznań 12-15.06.2025
Magisterska praca dyplomowa
Promotor części teoretycznej: dr hab. Tomasz Misiak prof. UAP
Promotor części artystycznej: dr Mateusz Sadowski
Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, Wydział Fotografii
Bibliografia
- Benton, M., Gdy życie prawie wymarło. Tajemnica największego masowego wymierania w dziejach Ziemi, przeł. J. Bieroń, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.
- Bostrom, N., Superintelligence: Paths, Dangers, Strategies, Oxford University Press, Oxford 2014.
- Corlett, P. R., Honey, G. D., Fletcher, P. C., “Prediction error, ketamine and psychosis: An updated model”, Journal of Psychopharmacology, 21(3), 2007, s. 238–258.
- Daeschler, E. B., Shubin, N. H., Jenkins, F. A. Jr., „A Devonian tetrapod-like fish and the evolution of the tetrapod body plan”, Nature, vol. 440, 2006, s. 757–763.
- Ganowicz-Bączyk, A., „Spór o etykę środowiskową – Debate over Environmental Ethics”, ResearchGate, https://www.researchgate.net/publication/272352211_Ganowicz-Baczyk_Anita_-_Sp or_o_etyke_srodowiskowa_-_Debate_over_Environmental_Ethics
- Haraway, D. J., Staying with the Trouble: Making Kin in the Chthulucene, Duke University Press, Durham & London 2016.
- Hoły-Łuczaj, M., „Radykalny nonantropocentryzm. Martin Heidegger i ekologia głęboka”, Przegląd Filozoficzny, nr 2, 2010, s. 215–230.
- Kolbert, E., Szóste wymieranie. Historia nienaturalna, przeł. A. Dzierzgowska, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2015.
- Leakey, R., Lewin, R., Szósta katastrofa. Historia życia a przyszłość ludzkości, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 1999.
- Metzinger, T., The Ego Tunnel: The Science of the Mind and the Myth of the Self, Basic Books, New York 2009.
- Morton, T., Dark Ecology: For a Logic of Future Coexistence, Columbia University Press, New York 2016.
- Sender, R., Fuchs, S., Milo, R., “Revised Estimates for the Number of Human and Bacteria Cells in the Body”, PLOS Biology, 14(8), 2016: e1002533.
- Surprising bat relatives, Bat Conservation International, https://www.batcon.org/surprising-bat-relatives/ (dostęp: 29.04.2025).
Spis ilustracji
- Ilustracja Tiktaalika wychodzącego z wody. Źródło: Astrology.com, Tiktaalik.
https://www.astrology.com/spiritual-meaning-animals/tiktaalik Dostęp: 15.05.2025, - Szkielet osiowy Tiktaalik roseae. Źródło: Shubin et al., 2023, PNAS.
https://doi.org/10.1073/pnas.2316106121 Dostęp: 15.05.2025, - Śluzice (Eptatretus stoutii) – współcześni przedstawiciele ryb bezżuchwowych (Agnatha). Źródło: NOAA/Monterey Bay Aquarium Research Institute, Wikimedia Commons, Agnatha Photo Gallery | Wildlife Journal Junior. Dostęp 4.04.2025.
- M. Hoły-Łuczaj, „Radykalny nonantropocentryzm. Martin Heidegger i ekologia głęboka”, Przegląd Filozoficzny, nr 2, 2010, s. 215–230. ↑
- A. Ganowicz-Bączyk, „Spór o etykę środowiskową – Debate over Environmental Ethics” ↑
- T. Morton, Dark Ecology: For a Logic of Future Coexistence, Columbia University Press, New York 2016. ↑
- E. Kolbert, Szóste wymieranie. Historia nienaturalna, przeł. A. Dzierzgowska, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2015. ↑
- M. Benton, Gdy życie prawie wymarło. Tajemnica największego masowego wymierania w dziejach Ziemi, przeł. J. Bieroń, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013. ↑
- E. B. Daeschler, N. H. Shubin, F. A. Jenkins Jr., „A Devonian tetrapod-like fish and the evolution of the tetrapod body plan”, Nature, vol. 440, 2006, s. 757–763, https://www.nature.com/articles/nature04639 (dostęp: 30.04.2025). ↑
- Richard Leakey, Roger Lewin, „Szósta katastrofa. Historia życia a przyszłość ludzkości”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 1999, s. 45-60. ↑
- Skinny jeans Galaxy to model obcisłych dżinsów, które zyskały popularność na początku lat 2010. ↑
- S. J. Gould, The Structure of Evolutionary Theory, Belknap Press of Harvard University Press, Cambridge–London 2002, https://archive.org/details/TheStructureOfEvolutionaryTheory (dostęp: 30.04.2025). ↑
- C. Dennett, Darwin’s Dangerous Idea: Evolution and the Meanings of Life, Simon & Schuster, New York 1995, s. 134–150. ↑
- Dawkins, The Selfish Gene, Oxford University Press, Oxford 1976, s. 75–89. ↑
- Dryf genetyczny to przypadkowe zmiany w genach populacji, które zachodzą z pokolenia na pokolenie. Najbardziej wpływa na małe grupy i może prowadzić do utraty niektórych cech genetycznych ↑
- N. Bostrom, Superintelligence: Paths, Dangers, Strategies, Oxford University Press, Oxford 2014, s. 112–130. ↑
- Neil H. Shubin, „Your Inner Fish: A Journey into the 3.5-Billion-Year History of the Human Body”, Pantheon Books, 2008, s. 90-105. ↑
- S. J. Gould, The Structure of Evolutionary Theory, Belknap Press of Harvard University Press, Cambridge–London 2002, s. 410–423. ↑
- S. Conway Morris, Life’s Solution: Inevitable Humans in a Lonely Universe, Cambridge University Press, Cambridge 2003, s. 112–118. ↑
- J. I. Lunine, S. K. Atreya, „Titan: The methane world”, Annual Review of Earth and Planetary Sciences, vol. 36, 2008, s. 99–127. ↑
- Carty, D., & Brown, L. (2018). The Chemical Nature of Titan’s Atmosphere and the Possibility of Life. Astrobiology Journal, 17(2), 100-113. ↑
- „Cassini-Huygens”, Wikipedia. Wolna encyklopedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Cassini-Huygens (dostęp: 30.04.2025). ↑
- Chyba, A., & Zubrin, R. (2019). Astrobiology of Titan: Could Life Be Based on Non-Water Solvents?. Journal of Astrobiology, 16(1), 28-36. ↑
- G. J. Fraser, C. D. Hulsey, R. F. Bloomquist, K. Uyesugi, N. R. Manley, J. T. Streelman, „An ancient gene network is co-opted for teeth on old and new jaws”, PLoS Biology, vol. 7, nr 2, 2009, e31, https://doi.org/10.1371/journal.pbio.1000031 (dostęp: 30.04.2025). ↑
- Kontyngencja to idea, że ewolucja nie jest z góry zaplanowana, tylko zależy od mnóstwa przypadkowych czynników. ↑
- Filogenetyczne drzewo (ang. phylogenetic tree) to graficzne przedstawienie ewolucyjnych relacji między organizmami. ↑
- O’Neill, C. A., Ring, C., & Poyntz, H. (2024). Gut-brain axis: New insights into the influence of the microbiome on neuropsychological processes. Current Opinion in Endocrine and Metabolic Research, 19, 100055.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2666379125000552 (dostęp: 20.04.2025) ↑ - Człowiek referencyjny to umowny model osoby używany do obliczeń biologicznych i statystycznych. ↑
- Sender, Ron, Shai Fuchs, i Ron Milo. „Revised Estimates for the Number of Human and Bacteria Cells in the Body.” PLOS Biology 14, nr 8 (2016): e1002533. ↑
- Reż. Hancock, D., 2025, Towarzysz, BoulderLight Pictures, New Line Cinema, Vertigo Entertainment. ↑
- K. J. Lohmann, C. M. F. Lohmann, C. S. Endres, „The sensory ecology of ocean navigation”, Journal of Experimental Biology, vol. 211, nr 11, 2008, s. 1719–1728, https://doi.org/10.1242/jeb.015792 (dostęp: 30.04.2025). ↑
- G. S. Berns, A. M. Brooks, M. Spivak, „Scent of the familiar: An fMRI study of canine brain responses to familiar and unfamiliar human and dog odors”, Behavioural Processes, vol. 110, 2015, s. 37–46, https://doi.org/10.1016/j.beproc.2014.02.011 (dostęp: 30.04.2025). ↑
- Surprising bat relatives, Bat Conservation International, https://www.batcon.org/surprising-bat-relatives/, dostęp 29.04.2025. ↑
- Inferencja (z łac. inferre – „wnosić”) to proces wyciągania wniosków na podstawie dostępnych danych lub wcześniejszych założeń. ↑
- K. Friston, „The free-energy principle: a unified brain theory?”, Nature Reviews Neuroscience, vol. 11, nr 2, 2010, s. 127–138. ↑
- Ben Sessa, Renesans psychodeliczny, tłum. Michał Gołębiowski, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2023. ↑
- Corlett, P. R., Honey, G. D., & Fletcher, P. C. (2007). Prediction error, ketamine and psychosis: An updated model. Journal of Psychopharmacology, 21(3), 238–258. ↑
- Haraway, D. J. (2016). Staying with the Trouble: Making Kin in the Chthulucene. Durham & London: Duke University Press, s. 4, 13–15, 31. ↑














