Iza Pawlikowska Sen prekariusza

Sen prekariusza
Poznanie procesu od podstaw

28 lutego 2019

 

NIEPEWNI I UBODZY

 

Dziś mija mój dwudziesty pierwszy dzień pracy w najbardziej zmechanizowanym centrum logistycznym Amazona w Europie, zlokalizowanym w Kołbaskowie.

Autobus wiozący nas na zmianę nocną podjeżdża o 16.49. Wyciągam niebieski identyfikator ze zdjęciem, nazwiskiem i kodem kreskowym, a kierowca kolejno skanuje wsiadających w rytm ukraińskiego disco. Bez identyfikatora nikt nie dostanie się do hali Jeffa Bezosa – najbogatszego człowieka świata. Nikt nie dostanie obiadu za złotówkę ani darmowej kawy w automacie, nie potwierdzi swojej obecności na zegarze, a tym bardziej nie zaloguje się w systemie, aby rozpocząć pracę. To dzięki identyfikatorom system wie, kto, kiedy, gdzie i jak pracuje, jakie robi błędy, które produkty i w jakim czasie pakuje. W Amazonie każdy ruch, przestoje i szybkość pracy są na bieżąco monitorowane.

Do pracy w magazynie przyjmują praktycznie każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia i doświadczenia. Po załodze widać, że prekariuszem może być każdy.

„Większość z nas może popaść w prekariat, jeśli wydarzy się jakiś wypadek albo kryzys pozbawi nas poczucia bezpieczeństwa. […] Tylko niewielka część prekariuszy jest nimi ze świadomego wyboru. Problem pracy to tylko punkt wyjścia, uproszczeniem byłoby twierdzenie, że to jedyna bolączka prekariuszy. Ogniska zapalne prekaryzacji przenoszą się na stosunki społeczne, demografię, kulturę i jeszcze dalej” – pisze w swojej książce Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa1 G. Standing, Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2019. brytyjski ekonomista, specjalista w dziedzinie rynku pracy, prof. Guy Standing.

Polscy prekariusze są zatrudnieni zarówno w przemyśle, służbie zdrowia, jak i na wyższych uczelniach. To pracownicy sieci handlowych, kultury, freelancerzy, artyści. Olbrzymia grupa składająca się z różnych zawodów i klas społecznych, ponosząca konsekwencje funkcjonowania neoliberalnego kapitalizmu.

Status artystów niewiele się różni od statusu znacznej grupy ludzi pracujących. Zasilają oni szeregi prekariuszy niezależnie od światowych trendów, milionów, którymi obracają inwestorzy, grantów i pomocy oferowanej przez rządy wrzucające do jednego worka kulturę z rozrywką, gdzie ta druga jest na uprzywilejowanej pozycji. Ich ubóstwo jest niemalże systemowe, choć nie wyjątkowe. Nie powinno więc dziwić pytanie Hansa Abbinga, który zatytułował jedną ze swoich książek Why Are Artists Poor? The Exceptional Economy of the Arts. Artyści nie są rozpieszczani przez rynek dzieł sztuki, a sumy, za jakie sprzedawane są niektóre prace, mają się nijak do zarobków nie tylko tych młodszych lub mniej znanych artystów. Niektóre dzieła, często te najważniejsze dla społeczeństwa, nawet nie nadają się do sprzedaży. Wielu twórców – także tych, którzy już znaleźli się na kartach podręczników historii sztuki – pozostaje poza systemem ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych. Ich dzieła – mimo że wystawiane w galeriach bądź będące częścią kolekcji muzealnych – nie gwarantują bezpieczeństwa ekonomicznego.

Abbing diagnozuje specyficzną pozycję artysty, wskazując, iż mechanizmy popytu i podaży, a także klasyczna ekonomia zawodzą w ich przypadku. Analizując potoczne sądy na temat sztuki i pracy twórców, zauważa rozdzielenie w nich wartości artystycznej i wartości ekonomicznej pracy. Powszechne wyobrażenia na temat twórcy jako outsidera życia społecznego, poszukiwacza utopii, celebryty sprzedającego prace za miliony lub też nonkonformisty zabierającego głos w debacie publicznej czy po prostu kogoś niezaradnego, ukształtowały wiele mitów na temat przywilejów i obowiązków artysty we współczesnym świecie1 D. Gosek, Artysta – prekariusz? Próba analizy pozycji artysty w świecie współczesnym, „Fragile. Pismo kulturalne”, nr 4 (22), 2013. . Nakłada się na to brak społecznego zainteresowania współczesną sztuką.

 

CHĘTNYCH JEST WIELU

 

W autobusie dosiada się do mnie Lena, około sześćdziesięcioletnia kobieta. Spod rękawów płaszcza widać jej obwiązane bandażem nadgarstki. Mówi, że rwą ja ręce, odkąd pakuje paczki w Amazonie. Przyjechała z Ukrainy, ale zaznacza, że jest Polką. Mieszka od roku w Szczecinie ze studiującą tu siostrzenicą. Obie żyją z jej amazońskiej pensji. Autobus powoli się zapełnia, wioząc nas przez miasto i okoliczne wioski. O 17.42 jesteśmy na miejscu. Kobieca szatnia jest przy bramie wschodniej, tam też jest miejsce zbiórki nowych. Codziennie tłumnie wypełniają hol przed wejściem. Widać, że mimo publikowanych w mediach negatywnych opinii na temat warunków panujących w Amazonie – chętnych do pracy nie brakuje.

W książce The $12 Million Stuffed Shark: The Curious Economics of Contemporary Art1 D. Thompson, The $12 Million Stuffed Shark: The Curious Economics of Contemporary Art, Aurum Press, 2012. Don Thompson, opisując los artystów w Nowym Jorku i Londynie, dochodzi do pesymistycznych wniosków. Oba miasta zamieszkuje około 80 tysięcy twórców. Siedemdziesięciu pięciu spośród nich zyskało status gwiazd, a ich roczne zarobki można liczyć w milionach. Kolejnych trzystu artystów ma wysoką renomę i może liczyć na ekspozycję w prestiżowych galeriach i muzeach – ich zarobki są liczone w setkach tysięcy funtów i dolarów. Około 5000 twórców jest rozpoznawalnych na lokalnym rynku, ale musi podejmować inną pracę, by zapewnić sobie środki utrzymania. O pozostałych Thompson nie wspomina i można wnioskować, że są skazani na niebyt. W raporcie Eurostatu z 2009 roku1 [https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/539731,eurostat-bezrobocie-w-strefie-euro-najnizsze- od-2009-r.html] można znaleźć informację, że na prawie półtora miliona twórców w dwudziestu siedmiu krajach UE, zatrudnionych na umowę o pracę jest jedynie 0,7 procent. Rynek pracy twórczej to zawsze ogromna nadpodaż i stosunkowo mały popyt, a wyżej wymieniony odsetek jest dużo niższy w Polsce. Co prawda liczba instytucji kulturalnych wzrasta, powstają nowe przestrzenie dedykowane sztuce – także współczesnej – jednak paradoksalnie dochody statystycznego artysty się nie zwiększają. Liczących się w Polsce galerii komercyjnych jest mniej więcej tyle, ile uczelni z kierunkami artystycznymi, których mury opuszczają co roku setki nowych absolwentów. W 2014 roku Nicky Morgan, konserwatywna sekretarz w resorcie edukacji Wielkiej Brytanii, zaapelowała do brytyjskiej młodzieży: „Przestańcie interesować się sztuką, ona nie da wam pracy”. Nawiązywała do opublikowanych na Wyspach danych, z których wynikało, że tancerki Royal Opera House zarabiają mniej niż pracownicy kas biletowych w Covent Garden.

Sen prekariusza

 

CZY CZUJESZ SIĘ BEZPIECZNY?

 

Na halę Amazona nie można wnosić niczego oprócz bidonu z wodą – informują przed wejściem tablice. Żadnych zegarków, telefonów, słuchawek, zapalniczek, papierosów – choć palacze przemycają te ostatnie, by nie tracić krótkich przerw na chodzenie do oddalonych, ogromnych szatni. Nad wejściem widnieje napis: „Work hard, have fun, make history”.

Zbieramy się na miejscu spotkań, tak zwanym „stand up-ie”. Na środku czekają jak zwykle uśmiechnięci managerowie – Gabrysia i Paweł. Tu wszyscy mówimy sobie na „Ty” i wszyscy wbrew pozorom jesteśmy sobie równi. Przez półtora roku, odkąd powstał magazyn w Kołbaskowie, zwolniono 28 managerów.

 

– Witam was wszystkich podejdźcie tu bliżej do nas – zaczyna entuzjastycznie Paweł.

– Wskazówka bezpieczeństwa na dziś – kontynuuje – pamiętajcie, żeby brać produkty z półek nie z półobrotu, ale stając na wprost i sprawdzajcie ich wagę przed ich wyjęciem. Wskazówka jakościowa: przed skanowaniem należy sprawdzić każdy produkt ze wszystkich stron, czy nie jest uszkodzony. Założenia na dziś to: 630 tysięcy paczek, więc zapraszam was do pracy.

 

Biegać tu nie można, więc chcąc zająć lepsze miejsca, ruszam szybkim krokiem na przydzieloną mi dziś tak zwaną ściankę. Na moim dziale AFE pakujemy paczki wieloproduktowe. Przy każdej „ściankoszafie” jest osiem stanowisk: cztery zielone, dwa żółte i dwa czerwone. Zielone to stanowiska szybkiego ładowania, tam jest sporo mniejszych przesyłek i produkty ma się blisko, tuż za plecami. Można zrobić więcej paczek, a to oznacza wyższą normę. Po zalogowaniu się do komputera muszę jeszcze przebrnąć przez zestaw pytań: „Czy twój manager jest osobą, której ufasz?”, „Czy dba o twoje bezpieczeństwo?”, „Czy twoje stanowisko jest dobrze przygotowane do pracy?”, „Czy czujesz się bezpieczna w pracy?”.

W związku z ogólnym mitem artysty i przekonaniem o jego misji, a nie pracy, nikogo nie interesuje bezpieczna egzystencja twórców sztuki. Nawet sami artyści, szczególnie ci młodzi, rzadko zadają pytania. Wielu z nich skłonnych jest pracować za darmo, co sprawia, że system wyzysku w polu sztuki ciągle działa. Liczą, że kapitał symboliczny, który zdobędą, zwiększając swoją widoczność, będzie w przyszłości procentował. W wielu przypadkach jest to złudne. Artyści rzadko są w stanie utrzymać się ze sprzedaży swoich prac, zwłaszcza artyści wizualni. Zmuszeni są więc do zarobkowego wykonywania innej działalności lub przechodzą do sektora przemysłu kreatywnego, co dodatkowo pogłębia powszechne niezrozumienie problemu finansowania kultury.

W 1980 roku UNESCO i Międzynarodowa Organizacja Pracy sporządziły tak zwaną rekomendację belgradzką, dokument zawierający szczegółowo opracowane propozycje rozwiązań systemowych, umożliwiających uwzględnienie specyfiki pracy twórczej w systemie socjalnym państwa. Jej powstanie doprowadziło do częściowych przekształceń w prawodawstwie niektórych państw europejskich. Dla przykładu, w Polsce pojawił się system samodzielnego opłacania przez artystów składek, których wysokość była uzależniona od przychodów. Jednak mimo deklaracji i zobowiązań, postulaty rekomendacji belgradzkiej zostały w przeważającej mierze zignorowane przez władze. Cytowany w Czarnej Księdze Polskich Artystów raport Światowej Organizacji Pracy stwierdza, że od roku 2005 mamy do czynienia z wyraźną tendencją do ograniczania praw pracowniczych, zaś od roku 2011 na świecie nastąpił nieznaczny regres w zakresie respektowania praw socjalnych artystów. W podobnej sytuacji jest spora część aktywnego zawodowo społeczeństwa1 [http://popmoderna.pl/walka-o-sztuke-czarna-ksiega-polskich-artystow].

 

ROBOTY

 

Zakładam rękawice i zaczynam pracę. Pakuję narzędzia, pieluchy, książki, kosmetyki, ubrania. Klienci Amazona kupują prawie wszystko. Składam kolejny karton, zalepiam, przewracam, skanuję produkty, wkładam, wypełniam, zaklejam i na taśmę – i tak przez 10 godzin. Żeby wyrobić normę, muszę przygotować przynajmniej dwie, trzy paczki na minutę. Jeśli są to małe koperty, to cztery. Czasami produkty w szafie nie zgadzają się z tymi na ekranie, a wtedy trzeba poszukać tych odpowiednich w „nadwyżkach” lub na innej półce. Trzeba wymienić taśmę, kiedy się skończy, a podajnik potrafi się zacinać… Nawet sekunda ma tu znaczenie: każdy przestój może być uznany za dodatkową przerwę i złamanie regulaminu pracy.

Przy stanowiskach pojawia się lider z tabletem, sprawdzając i podając każdemu jego wynik pracy. 184, mówi do mnie – pracująca obok Krysia, lat 58, ma 130. Minimalna norma to 180 produktów na godzinę i nie oznacza ona faktycznej liczby zapakowanych towarów, bo system liczy inaczej przedmioty różnej wielkości.

W końcu głos z megafonu oznajmia piętnastominutową przerwę. Szybko kończymy rozpoczęte paczki, wylogowujemy się z systemu i żwawym krokiem przechodząc przez bramki z wykrywaczem metali, obserwowane bacznie przez pracowników ochrony, idziemy do kantyny. Jeszcze 420 kroków i możemy się napić kawy. Obok jest strefa relaksu z grami, komputerami, stoi tu nawet stary fliper i kilka najnowszych PlayStation. Nie widziałam jeszcze, żeby ktoś z tego sprzętu korzystał. Pracownicy wolą usiąść po długim staniu na nogach, a ci, którzy palą, wychodzą na zewnątrz. Krysia po odchowaniu trójki dzieci (każde po studiach muzycznych) zrobiła licencjat z ekonomii, ale pracy w zawodzie nie znalazła, przyjmują młodszych. Jeździła już na taksówce, była też w Niemczech jako opiekunka, ale tęskniła, więc rzuciła pracę i przyszła do Amazona. Jej ręce też są owinięte bandażami. Dosiadła się do nas Ela z Goleniowa, lat 35, po studiach, ma kredyt do spłacenia. Firma handlowa, w której pracowała, została zamknięta.

Na dźwięk megafonu informującego o trzech minutach do końca przerwy, wszyscy wstają, by wrócić na stanowiska i zdążyć zalogować się w systemie nie później niż w minutę od zakończenia przerwy.

Kolejne proszki do prania, gadżety erotyczne, stroje karnawałowe, gry… Dochodzi północ, choć tego się tu nie czuje. Tutaj zawsze jest widno, a przy tym tempie pracy organizm zapomina o spaniu.

Następna przerwa o północy, tym razem półgodzinna, a w kantynie wydają obiady. Raport pokontrolny Państwowej Inspekcji Pracy wskazuje, że kobieta zatrudniona w magazynie Amazona zużywa 9408 kJ energii podczas zmiany, czyli prawie dwa razy więcej, niż obowiązująca norma. Ustawiam się w kolejce, gdyż mimo że jest noc, organizm po pięciu godzinach pracy w tak szybkim tempie mocno domaga się kalorii. Do wyboru opcja mięsna lub wege. Obiad wegetariański to zazwyczaj kluski, pierogi, naleśniki czy placki. Żadnych świeżych warzyw jeszcze tu nie jadłam.

Spotykam w kolejce Staszka, któremu brakuje pięć lat do emerytury. Kiedyś był kierownikiem gorzelni pod Gryfinem, tutaj pracuje od ponad roku. Opowiada, że na początku było lepiej, normy były dużo niższe i dobrze się pracowało. Choć nogi bolały od stania, to teraz już przywykł. Pracuje na dziale, gdzie norm nie liczą i ma nadzieję, że tam już zostanie.

Widzę Radka studiującego logistykę, mieszka z rodzicami, a zarobione pieniądze odkłada na start gdzieś za granicą. Dochodzi dziewiętnastoletni Łukasz, w Amazonie od roku. Jest już instruktorem i oprócz pakowania przyucza nowych w ich pierwszym dniu pracy. Na razie pensja mu nie wzrosła, ale uczy się zaocznie – chce zrobić maturę, by móc startować na lidera.

Na poobiednim stand up-ie Gabrysia informuje o mającym nastąpić za chwilę podsumowującym spotkaniu z dyrektorem naszego magazynu. Wracamy do kantyny, gdzie każdy dostaje batona i sok, widać zadowolenie. Po chwili dyrektor Centrum w Kołbaskowie zaczyna swoją prezentację. Dowiadujemy się, ile paczek zostało wysłanych, jakie rekordy pobiliśmy i że Amazon rozdał pracownikom w czasie wzmożonego okresu świątecznego ponad 4 tysięcy koszulek, 3,2 tysięcy kawałków pizzy, 2,5 tysięcy shake’ów i jeszcze więcej pączków, kto wygrał telewizor, a kto komputer. Pokazany został film, na którym wybrani pracownicy w mikołajowych czapeczkach zawieźli zabawki ze zbiórki pracowniczej do domu dziecka. Na koniec jedna z kobiet wstała i spytała, jak się ma bicie rekordów do braku premii za wydajność, a na sali zapanowało ogólne poruszenie.

Dyrektor szybko odpowiedział, że wyniki nie były związane z wydajnością, a z ilością pracowników i pożegnał się z załogą. Na jego miejsce weszła kobieta z działu wewnętrznej kontroli, z prezentacją dotyczącą systemu oceny pracowników Amazona. Tu działają dwa czynniki: wydajność i jakość. Oczywiście, jeśli ktoś nie ma innych nieprawidłowości, czyli łamania zasad BHP, norm społecznych i nieobecności. Po krótkim wykładzie podała nowe wymagane normy – czyli minimum dwieście, a ogólne dwieście pięćdziesiąt produktów na godzinę, które zaczną obowiązywać za dwa tygodnie – i przedstawiła system motywacji oraz możliwości szkoleń. Jeśli ktoś nie osiągnie wyników, może poprosić o dodatkowe szkolenie, a jeśli mimo tego sytuacja powtórzy się sześciokrotnie, taki pracownik zostanie zwolniony.

W ogólnym przygnębieniu wróciliśmy do pracy.

W Amazonie mówi się, że rządzą nami roboty. Chodzi o algorytmy, to one ustalają normy i typują do zwolnienia pracowników. Jeśli są tacy, którzy mogą więcej i szybciej, jest to sygnał, że trzeba zwiększyć wydajność. System pracy jest skrajnie podporządkowany logice efektywności, w duchu surowego tayloryzmu.

Akademiccy ekonomiści, jak Nouriel Roubini, piszą poważnie, a nie w tonie futurystycznej ciekawostki, o niedalekiej przyszłości, w której „trzecia rewolucja przemysłowa” będzie czynić coraz więcej miejsc pracy zbędnymi. Maszyny będą zastępowały nie tylko niewykwalifikowanych pracowników, ale także tych, których praca wymaga mniej lub bardziej specjalistycznych umiejętności: samosterujące pojazdy w ciągu dwóch, trzech dekad mogą odesłać do historii zawód kierowcy; programy diagnostyczne już niedługo będą radziły sobie z najbardziej skomplikowanymi przypadkami medycznymi równie dobrze, jak najlepiej opłacani lekarze1 [https://krytykapolityczna.pl/gospodarka/wysoki-rachunek-za-tania-prace].. Tutaj, w Kołbaskowie, samosterujące roboty przenoszą szafy z produktami do skompletowania przesyłek. W innych magazynach Amazona w Polsce robią to ludzie, pokonując codziennie ponad 20 kilometrów.

Na ostatniej, piętnastominutowej przerwie, wszyscy mówią o nowych normach. Ktoś powiedział, że nasz dyrektor wcześniej był wysłany do Londynu, ale jak zaczął podkręcać wydajność, to ludzie się zbuntowali i szybko go odesłano. Teraz u nas realizuje swój plan. W końcu dochodzi 5.00 rano, na dzisiaj koniec. Bolą mnie nogi, a ręce szczypią od nacięć o brzegi kartonów. Pewnie znowu nie będę mogła zasnąć.

10 i pół godziny

 

 

15 marca 2019

 

W OBAWIE

 

Dziś zmiana dzienna. Jak zwykle uśmiechnięci, managerowie witają nas wskazówkami. Upominają, żeby robić tak zwany „test grzechotki” i sprawdzić, czy towar jest dobrze zapakowany. Widać uśmiechy pod nosem pracowników, którzy przestali dodawać wypełnienie do paczek, żeby móc wyrobić nową normę. Ja też już tylko niektóre kartony dopełniam. Norma skoczyła mi o 20 w górę. Teraz jeszcze przed włożeniem produktów naciskam guzik podajnika taśmy do zaklejania kartonów, wtedy jest ona bardziej lepiąca i wystarczy jeden ruch do jej przyklejenia – kolejne dziesięć punktów w górę. Nauczyłam się też jednocześnie używać lewej ręki do pobierania kartonów, podczas gdy prawą obsługuję podajnik z taśmą – to kolejna dziesiątka. Cały czas ćwiczę, by zredukować i zsynchronizować ruchy. Na stanowisku obok mnie stoi drobna pani Maria. Zawsze widziałam ją roześmianą, dziś nie jest wesoła. Miała już trzy ostrzeżenia, zabrakło jej dwóch punktów procentowych do normy. Ma sześćdziesiąt siedem lat, kiepską emeryturę i boi się, że ją zwolnią. Z drugiej strony stoi Maks, młody chłopak z Ukrainy. Jeszcze miesiąc temu na hali nie było widać nikogo stamtąd, jedynie kierowcy i służby sprzątające byli imigrantami. Teraz coraz częściej widać zielone identyfikatory. To pracownicy agencyjni.

Na przerwie dosiadam się do Anety, należy do związków zawodowych. Mówi, że byli w Kołbaskowie parę razy z Inicjatywy Pracowniczej, rozdając ulotki przed wejściem. Do środka ich nie wpuszczono. System pracy w Amazonie nie sprzyja zrzeszaniu. Pod koniec 2018 roku amerykańscy dziennikarze ujawnili film pokazujący, że dławienie demokratycznych procesów, w tym samoorganizacji pracowników, jest priorytetem przy szkoleniach kadry menedżerskiej firmy. Czterdziestopięciominutowa animacja uczy, jak diagnozować sygnały świadczące o możliwości powstania związku zawodowego. Menedżerowie dowiadują się również, jak rozmawiać z pracownikami, aby skutecznie wybić im z głów przynależność do organizacji pracowniczych.

 

– Nie uważamy, że związki zawodowe leżą w najlepszym interesie naszych klientów, udziałowców i, co najważniejsze, naszych współpracowników. Nasz model biznesowy jest zbudowany na szybkości, innowacyjności i obsesji na punkcie klienta – rzeczach, które co do zasady nie są kojarzone ze związkami zawodowymi. Kiedy stracimy je z pola widzenia, zagrozimy bezpieczeństwu pracy wszystkich: twojemu, mojemu i współpracowników – mówi narrator filmu.

 

Animacja jest podzielona na sześć części, a jej wyraźnym celem jest pomóc kierownikom w „osiągnięciu sukcesu, kiedy zawiązuje się związek zawodowy”. Związek jest zatem postrzegany jako niebezpieczeństwo na horyzoncie, któremu trzeba szybko i skutecznie przeciwdziałać. To tłumaczy, dlaczego w całych Stanach Zjednoczonych w centrach Amazona nie ma ani jednego związku zawodowego1 [https://strajk.eu/jak-mowic-zle-o-zwiazkach-zawodowych-amazon-uczy-swoich-menedzerow]..

 

RAZEM MAMY WIĘCEJ

 

W Polsce po 1989 roku powszechne było przekonanie, że związki powinny działać tylko do momentu nastania pełnego kapitalizmu, a potem ich działalność powinna zostać wygaszona, gdyż nie będzie już potrzebna. W tych warunkach status oraz prestiż działacza związkowego drastycznie się obniżył. Władze związkowe traciły poczucie identyfikacji z szeregowymi członkami i za wszelką cenę chciały w porę doszlusować do elit, obejmując eksperckie stanowiska w rządzie, administracji oraz radach nadzorczych. Władze NSZZ „Solidarność” – związku, który szybko stał się przybudówką prawicowych partii politycznych, przedstawiały niezadowolonych, strajkujących robotników jako nierozsądnych awanturników. „Wspierały” je w tym kolejne rządy III RP oraz zoligarchizowane media, konsekwentnie budując obraz związkowców, oraz robotników w ogóle, jako wichrzycieli i wrogów demokracji1 Wyparte dyskursy. Sztuka wobec zmian społecznych i deindustrializacji lat 90., M. Iwański [red.], Wydawnictwo Naukowe Akademii Sztuki w Szczecinie, Szczecin 2016..

W Polskich magazynach Amazona od samego początku działa komisja zakładowa Inicjatywy Pracowniczej, która już w 2015 weszła w spór zbiorowy z zarządem firmy, domagając się wówczas między innymi dłuższych grafików, dodatku stażowego, podwyżki płac i zmiany sposobu planowania przerw. Zarząd Amazona przerwał wówczas mediacje, a w 2016 roku odbyło się referendum strajkowe. Aby strajk był legalny, polskie prawo stawia przed jego organizatorami szereg wymogów. Trzeba przejść negocjacje, mediacje, zorganizować referendum, dochować wszystkich formalności i terminów zgodnie z ustawą i dopiero wtedy można myśleć o strajku. Niekiedy mijają miesiące, zanim przejdzie się do kolejnego etapu.

Od 2015 roku Inicjatywa Pracownicza organizuje Międzynarodowe Spotkania Pracowników Amazona. Pierwsze miało miejsce w Poznaniu. Początkowo uczestniczyli w nich pracownicy Amazona z Polski i Niemiec oraz zorganizowane niemieckie grupy wsparcia pracowników Amazona. Z czasem dołączyli pracownicy z Francji, Hiszpanii i Włoch, gdzie regularnie przeprowadzane są akcje protestacyjne. Większość pracowników tej branży we Włoszech to imigranci z Afryki Północnej i Bałkanów – ich doświadczenia są szczególnie cenne, gdyż przełamując podziały wśród robotników i opierając strategię protestów na logice sieciowej, wywalczyli stabilniejsze warunki pracy oraz wyższe płace. Doświadczenie wielu lat funkcjonowania centrów Amazona w Europie pokazuje, że skuteczne akcje muszą obejmować więcej niż jeden ośrodek – tylko wówczas takie działania, jak na przykład spowolnienie pracy, nie mogą zostać łatwo zamortyzowane przez przerzucenie zleceń w inne miejsce1 [ http://krytykapolityczna.pl/kraj/majstrowie-wmawiaja-pracownikom-ze-musza-robic-wiecej-bo-ci-z-inicjatywy-pracowniczej-bawia-sie-w-zwiazek ].

Amazon zarabia ogromne pieniądze, wykorzystując neoliberalny standard wciąż obowiązujący w Polsce. Z zasady nie traktuje związków zawodowych jako partnera do rozmów o warunkach wynagradzania i zatrudnienia, woli rozmawiać z pracownikami bez pośredników. W efekcie nasze płace są ustalane na podstawie danych o zarobkach w okolicznych zakładach i w całej branży. Podobnie zresztą jest w innych przedsiębiorstwach.

Na stand up-ie manager informuje, że dziś do przerwy średni wynik zespołu wyniósł 247 i dziękuję nam za świetną robotę. Jak tak dalej pójdzie, może dostaniemy 7 procent premii za wypracowanie normy zespołowej, dodatkowe 8 procent mamy za frekwencję. Może 2600 złotych pojawi się na koncie.

 

BEZ JEDNEJ DNIÓWKI

 

Przed świętami sprzedaje się dużo zabawek. Kiedy pakowałam pluszowego jednorożca, przypomniała mi się praca Jerzego Kosałki Trofeum wolnego strzelca z wystawy Wolny strzelec/Freelancer w warszawskiej Zachęcie. Była to głowa jednorożca zawieszona na ścianie niczym trofeum myśliwskie, jako alegoria honorarium artysty. Wystawa nawiązywała do pierwszego w Polsce strajku artystów z 24 maja 2012 roku, który ogłoszono „Dniem Bez Sztuki”. Zamknięcie galerii i muzeów w geście solidarności z wytwórcami kultury miało na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na ich problemy socjalne. Protest artystów sprowokował do dyskusji o skuteczności strajku i możliwościach organizowania się twórców, funkcjonujących we współczesnym systemie pracy prekarnej.

Artyści zaczęli mówić o sobie jako pracownikach i organizować się na podstawie tej autoidentyfikacji. Powstało Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, które rozprawiło się z wizerunkiem artysty jako zdesperowanego łowcy kapitału symbolicznego, wynagradzanego jedynie zwiększaniem jego widoczności, i doprowadziło do podpisania porozumień o minimalnych wynagrodzeniach. Na początku 2014 roku udało się zawiązać Komisję Środowiskową Pracowników Sztuki przy OZZ Inicjatywa Pracownicza, która zainicjowała i przygotowała ogólnopolską demonstrację, będącą częścią kampanii pod hasłem „My, Prekariat”, która odbyła się w Warszawie 23 maja 2015 roku – w przededniu trzeciej rocznicy „Dnia Bez Sztuki”.

Dzięki temu wydarzeniu udało się wprowadzić określenie „prekariat” w szerszy obieg społeczny, co pozwoliło pracownikom z różnych branż lepiej rozpoznać własne położenie w kapitalistycznym systemie produkcji oraz dostrzec, że jest to problem występujący niemalże we wszystkich sektorach. Pracownicy sztuki zainspirowali powstanie wielu komisji zakładowych w branży kultury – komisje powstały między innymi w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu czy w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin1 Wyparte dyskursy…. dz. cyt..

Dziś normę w Amazonie sprawdzano trzy razy. Mam około 260, mogę trochę zwolnić. Zwłaszcza, że przyszła kontrola jakości: sprawdzają estetykę i solidność każdej paczki. Każdy błąd to podobno 2 punkty mniej w ocenie. U mnie byli już dwa razy w ciągu trzech miesięcy. Obok mnie pracuje Renata. Dojeżdża do Amazona ze Złocieńca. Samotnie wychowuje ośmioletnią córkę. Martwi się, że musiała ją dziś zostawić samą, a gdy wróci, będzie już po dziewiętnastej. Poza tym, pensja jej się nie zgadza, brakuje jej jednej dniówki. Musiała poświęcić przerwę na odwołania i wyjaśnienia w dziale HR. Niedoszacowania w Amazonie zdarzają się regularnie.

W krainie Elfów

 

11.04.2019

 

ZWOLNIENIE

 

To już czwarty miesiąc w Amazonie, znowu zmiana nocna. Tym razem w autobusie ponad połowa miejsc jest wolna, nie widzę w nim Leny. Po świętach sprzedaż w Amazonie spada, na hali także jest nas niewielu. Na dwadzieścia cztery ściany w moim dziale, tylko sześć dziś pracuje. Większość zebranych na stand up-ie ma zielone plakietki – to pracownicy agencyjni, przeważnie z Ukrainy. Jeśli nie sprostają narzucanym normom, bardzo łatwo będzie się ich pozbyć. W praktyce oznacza to, że chociażby wzięcie chorobowego właściwie wyklucza szansę na przedłużenie umowy.

Po tempie pracy od razu widać, kto jest nowy. Nowo przyjęci mają trzy tygodnie na osiągnięcie normy: w pierwszym 60 procent, w drugim 80 procent, w trzecim powinni dobić do setki. Dziś co chwilę mam niekompletne zamówienia i szukam brakujących produktów. Nie wszystkie udaje mi się znaleźć, pewnie utknęły na innym dziale. Mam wątpliwości czy wyrobię normę. Na moim monitorze pojawił się komunikat mówiący o zbyt dużej liczbie problemów wraz z krótką coachingową instrukcją, jak powinnam szukać brakujących towarów. Te błędy to konsekwencja pracy jeszcze niewprawionych pracowników. Premii za wydajność załogi w tym miesiącu najpewniej nie będzie.

Na kantynie prawie same obce twarze. Zauważam machającego do mnie Staszka, siedzi przy stole z młodą Magdą spod Nowogardu. Magda dziś o dziewiętnastej, godzinę po rozpoczęciu pracy, dowiedziała się od managera, że nie spełnia oczekiwań i została zwolniona. Od tego czasu siedzi na kantynie. Będzie czekać 9 godzin, do końca zmiany, by móc wrócić pracowniczym autobusem do domu.

PRACA NA WYSTAWIE

 

 

Antykorporacyjne prace w duchu krytyki kapitalizmu licznie powstawały po ukazaniu się w Polsce książki No Logo Naomi Klein. Na początku krytycznie odnosiły się do kwestii brandu, z czasem stając się papierkiem lakmusowym społecznych napięć, „nasycając” się nowymi znaczeniami, odnosząc się do kwestii bezrobocia czy szantażu społecznego.

Modelowy przykład stanowi Arbeitsdisziplin Rafała Jakubowicza [2002], praca złożona z pocztówek, filmu i lightboxa przedstawiających obraz fabryki Volkswagena w Antoninku pod Poznaniem, wraz z wieżą z logo przedsiębiorstwa i ogrodzeniem. Pozbawiony narracji film prezentuje umundurowanego strażnika, spacerującego wzdłuż zwieńczonego drutem kolczastym płotu. Obrazy wprost nasuwały skojarzenia z obozami koncentracyjnymi wybudowanymi przez nazistów. Praca ta w momencie powstania wpisywała się w nurt sztuki podejmującej zagadnienie dozoru i władzy, krytyki korporacyjnej oraz historycznych uwikłań koncernów przemysłowych w niewolnicze systemy totalitarne, a także naszego oglądu rzeczywistości, sformatowanego wydarzeniami XX wieku („traumatyczny powidok” fabryki śmierci). Zapowiedź premierowego pokazu pracy w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu w 2002 roku wywołała oburzenie władz Volkswagena w Polsce, które doprowadziły do zablokowania prezentacji. Ten akt cenzury wydobył jednak na wierzch kolejny poziom pracy, ujawniając realną władzę przedsiębiorstwa, które zdołało skutecznie zaszantażować miejskich urzędników argumentem liczby zatrudnionych w zakładach mieszkańców Poznania. Ostatecznie po raz pierwszy praca została zaprezentowana w poznańskim skłocie Rozbrat, stanowiąc równocześnie początek serii dzieł artysty poświęconych tematowi pracy czy praw robotników.

Emblematyczną pracą z tamtego czasu są także reklamówki Anny Witkowskiej Wszystko i gówno czy Stonka. Codziennie to samo z 2004 roku, stanowiące przykład dizajnerskiego piractwa, naśladującego i jednocześnie bojkotującego perswazyjne strategie korporacyjno-marketingowe. W pewnym sensie artystka, która pracowała wcześniej jako dyrektorka artystyczna dużej korporacji, dokonywała w nich hakerskiej zemsty. W tamtym czasie powstały też wystawy poświęcone relacjom marek oraz ideologii jak Signal box/Nastawnia czy Inc. [obie w 2004 roku].

Połowa pierwszej dekady XXI wieku to czas prac związanych już ze skutkami transformacji, upadkiem przemysłu i wykluczeniem ekonomicznym. W tym czasie prowadzone są badania upadku całych regionów, na przykład przez Tomasza Rakowskiego, podsumowane książką Łowcy, zbieracze, praktyki niemocy. Do lokalnego kontekstu upadku przemysłu odwoływały się programowo niektóre instytucje jak Instytut Sztuki Wyspa w Gdańsku, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu, CSW Kronika w Bytomiu czy Muzeum Sztuki w Łodzi. W kontekście tego ostatniego warto wymienić film Zamiatanie po włókniarkach [2003], w którym Julita Wójcik dokumentuje zamiatanie terenu byłej fabryki w Łodzi, zwracając uwagę na los włókniarek po likwidacji ich miejsc pracy.

Z kolei Konrad Pustoła w fotografiach Niedokończone domy [2005] pokazywał pustostany, które jako efekty chwilowego boomu gospodarczego, popadły w ruinę, zanim zostały zbudowane, stając się świadectwem zawiedzionych nadziei, niespłaconych kredytów i wywłaszczeń. Artysta tak komentował swój projekt: „Stoją w polu, bez drogi, bez mediów. Jakby ktoś je budował i nagle zbankrutował. A najbardziej niesamowite w nich jest to, że są kompletnie niezabezpieczone. Jakby je ktoś porzucił, chciał o nich zapomnieć. Te zdjęcia to próba wizualnego przedstawienia ciemnej strony turbokapitalizmu. Te niedokończone domy są kwintesencją smutku i porażki, których wielu doświadczyło”1 [https://wyborcza.pl/1,76842,3846299.html]..

W kolejnych latach powstało wiele dzieł sztuki o podobnej tematyce. Do szczególnie wartych wymienienia należą m.in. Alokacje Roberta Rumasa [2008], Pocałunek miłości Franciszka Orłowskiego [2008], Tkacze Anny Molskiej [2008], Granica Piotra Wysockiego [2010], Szczęśliwego Nowego Roku Łukasza Surowca [od 2011], Życie w Bytomiu Tero Nauhy [2012], Bezrobotny Rafała Jakubowicza [2012] czy Czarne diamenty Łukasza Surowca [2013], Krzysztof Gazda va in paradiso Rafała Jakubowicza [2014]1 [https://idealcity.pl/narracje/po-pracy]..

Ostatnim zjawiskiem w ujęciu wykluczeń ekonomicznych w polskiej sztuce jest wreszcie autotematyczny wątek artystów i analizy obiegu sztuki pod kątem ekonomicznym, socjalnego statusu artystów w społeczeństwie oraz ich prekarnej pozycji. Te działania również zaowocowały pracami, pokazanymi między innymi na mobilnej wystawie Workers Of the Artworld Unite, tytułem nawiązującej do słynnego plakatu Gustawa Kłucisa Workers of the World Unite [1922], który sparafrazowany obecny jest na wystawie jako manifest autorstwa Rafała Jakubowicza.

Na wystawie Chleb i róże. Artyści wobec podziałów klasowych [2016], Jakubowicz pokazał Płytę – kopię „płyty”, która stała w hali fabrycznej Zakładów Cegielskiego w Poznaniu. Jeśli ktoś miał sprawę zakładową, stawał na płycie, by mówić, a potem ustępował miejsca kolejnej osobie. Z czasem hasło „płyta” stało się synonimem strajku. Kopia wykonana przez Jakubowicza i wyrwana z kontekstu, wygląda jak piękna, minimalistyczna rzeźba. Ale przypomina też, że artysta sam programuje swoje działanie. To on nadaje znaczenie temu, co robi. Robotnicy nie mają takiej możliwości.

Autorska wystawa Bez widoków Julity Wójcik [2016] podjęła temat losów wszystkich tych, którzy zostali zepchnięci do szarej strefy, pozbawieni możliwości stabilnego zatrudnienia i godnych zarobków. Artystka dosłownie zamalowywała podczas wernisażu białą farbą okna galerii, w której pokazuje podania o pracę wysyłane do wszystkich ważniejszych instytucji związanych ze sztuką – między innymi Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Galerii Arsenał w Białymstoku czy Muzeum Sztuki w Łodzi. Dokumenty te, wyeksponowane w dużej gablocie za szkłem, są jak muzealny obiekt, relikt z innej epoki, który prowokuje do zadania pytania: czy już niedługo umowa o pracę ze wszystkimi świadczeniami będzie tylko pięknym wspomnieniem z przeszłości?

 

KONIEC PRACY

 

Powoli spełnia się proroctwo Jeremy’ego Rifkina, który już w 1995 głosił w swej książce Koniec pracy1 J. Rifkin, Koniec Pracy, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2005., że posiadanie stałego zatrudnienia będzie przywilejem nielicznych. Tylko dwadzieścia procent najlepiej wykwalifikowanych będzie miało dobrze płatną pracę, a reszta zostanie zmuszona do niskich pensji i czasowych kontraktów. Oby sen dzisiejszego prekariusza nie stał się marzeniem jutrzejszego.

Rafał Jakubowicz w artykule Robotnicyzm1 R. Jakubowicz, Robotnicyzm. Sztuka w ujęciu radykalny [w:] Hipotezy awangardowe. Teksty i obrazy zebrane, A. Szyłak [red.], NOMUS Muzeum Narodowe w Gdańsku / Nowe Muzeum Sztuki, Gdańsk 2018, s. 54–98. postuluje włączenie się robotników sztuki w walki pracowników z innych sektorów. Zdaniem autora konieczne jest zainicjowanie ruchu postulującego upolitycznienie na bazie konfliktu klasowego oraz podjęcie się ciężaru budowania wspólnego, szerokiego frontu pracowniczej solidarności. Zatem, jak namawia Guy Standing1 G. Standing, Prekariat…, dz. cyt.: „Prekariusze wszystkich krajów łączcie się”, bo tylko reprezentowani i zorganizowani będziecie „siłą”, która zyska możliwość wpływu. Tylko zaistnienie jako siła polityczna odsunie ryzyko chaosu, który może być efektem ignorowania rosnącej w najszybszym tempie nowej grupy społecznej.

175 złotych brutto