Agata Jarosławiec Poczuć swoją chłopskość

Poczuć swoją chłopskość

 

Do klasy akordeonu przywiodło mnie prawdopodobnie jakieś wspomnienie mojej mamy. Zapisała mnie do szkoły muzycznej, przekonując, że harmonia ma klawisze, podobnie jak pianino, więc nie odczuję różnicy. Odczułam. Wprost proporcjonalną do wielkości instrumentu, który miałam dźwigać przez kolejne cztery lata. Przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo w niczym nie przypominał delikatnych i eleganckich instrumentów moich koleżanek. To był też moment, w którym świadomie mogłam poczuć stosunek społeczności powiatowego miasteczka do wiejskości i jej atrybutu, jakim był w moim odczuciu, akordeon. Nauczyłam się wyprzedzać uszczypliwe żarty, śmiejąc się i deprecjonując samą siebie. Często parodiowałam biesiadną muzykę. Taką, którą można było usłyszeć na lokalnym festynie, graną przez kapelę podwórkową Browarki i wywołującą u dzieciaków ciarki cringu.

Bycie nazwanym wieśniakiem lub wieśniarą wisiało jak niewypowiedziana groźba. Zdradzić mogły spontaniczne ruchy ciała i język, do którego lgnęły regionalizmy. Wyobrażam sobie, że dzieliliśmy wtedy ten wstyd pomiędzy gminami i powiatami, ale każdy z nas niósł go sam. Wstyd rozplenia się w samotności. Przeżywaliśmy go w szkole, w domu, na podwórku. Wyrastał na gruncie relacji opartych na przemocy, dominacji nad słabszymi, wziętych wprost z pańskiego folwarku. Odziedziczona uległość miała nas chronić przed upokorzeniem. Uczyliśmy się więc zagryzać zęby w nadziei, że sytuacja w końcu się odwróci. Jednak największą przewrotnością bycia uległym w relacji przemocowej jest to, że samemu/samej można stać się osobą przemocową, gdy tylko spotkamy odpowiednią ofiarę. W tej roli zawsze sprawdza się nasze ciało – odrzucane, zawstydzane za każdym razem, gdy nie spełnia aktualnych norm.

Agata Jarosławiec, Herb, silikon, 2020

Lata upominania o niegarbienie się i trzymanie prostej postawy wydają mi się dziś kuriozalne wobec ogromu cichej (czasem nie-cichej) przemocy, wśród której dorastałam. Dłuższa przerwa od praktykowania jogi sprawia, że mój garb z powrotem się uwidacznia, a ja zaczynam się kulić w sobie na nowo. Trudno o samoakceptację, kiedy dochodzi do rozszczepienia tożsamości i przyjęcia cudzej pamięci. Zubożała historia ludu, przekazywana z ust do ust, odeszła wraz z ostatnimi świadkami pańszczyzny. Dotarcie do wielu wypartych treści pozostaje niemożliwe na poziomie intelektualnym, lecz wierzę, że możemy dotrzeć do nich właśnie poprzez ciało. To poprzez ciało możemy zbudować nową narrację o samych sobie.

Agata Jarosławiec, Żółć, ceramika, silikon, 2021

Krzyżami pańszczyźnianymi zainteresowałam się dzięki fundacji Folkowisko, która od wielu lat odkrywa wypartą historię wsi. Powstawały na pamiątkę zniesienia pańszczyzny i jeszcze kilkadziesiąt lat temu towarzyszyły mieszkańcom Galicji w corocznej celebracji odzyskania wolności. Wykonane z kamienia bruśnieńskiego, rozsiane po Roztoczu Wschodnim są czymś, „co mogło stać się miejscem pamięci, a okazało się skamieliną zapomnienia”1 A. Leder, Nienapisana epopeja. Kilka uwag o zapomnianym wyzwoleniu, [w:] Chłopska (nie)pamięć. Dziedzictwo chłoposkości w polskiej literaturze i kulturze, red. G.Grochowski, D. Krawczyńska, G. Wołowiec, Kraków, 2019, s. 41.. Wyrastają w lasach wśród drzew, ale też stoją przy głównych drogach, jakby chciały obwieścić wszystkim koniec niewoli. Były tutaj zawsze (choć napisy przykryto wapnem), lecz ja, mieszkając obok nich, zobaczyłam je dopiero niedawno. Dopiero je poznaję, szukam ich, powoli próbuję wejść z nimi w kontakt. Pierwsze spotkanie było dla mnie rozczarowujące. Pozwoliłam sobie przytulić krzyż, uznając go za element mojej historii, integrując zdetronizowaną cząstkę tożsamości. Ale przestrzeń, która się otworzyła w tamtym momencie, była zupełnie pusta.

Poczucie dumy i wolności wciąż są mi obce. O uwagę wołają wkurw, żal, zazdrość, czyli to wszystko co zepchnęłam w cień i do czego nie chciałam zaglądać. Moja opowieść jest pełna resentymentu, z którym próbuję poradzić sobie poprzez ciało i język wizualny. Nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi, ale otwieram się na działanie ciała i podświadomości. Wykorzystuję przedmioty oraz sytuacje, by poczuć to, czego nazwać jeszcze nie umiem.


Agata Jarosławiec (ur. 1991 w Lubaczowie) – absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz edukacji artystycznej na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie, obecnie doktorantka ASP w Krakowie. Interesuje się badaniem relacji między historią, ciałem a tożsamością.  Uczestniczka 17. Przeglądu SURVIVAL we Wrocławiu (2019), laureatka 19. edycji Artystycznej Podróży Hestii (2021).