tagi — Dorota Buczkowska    Jagna Domżalska   

Jagna Domżalska Otwartość to klucz do wielu decyzji. Rozmowa z Dorotą Buczkowską

Otwartość to klucz do wielu decyzji. Rozmowa z Dorotą Buczkowską
Dorota Buczkowska, z cyklu Pomiędzy, 2020, olej na płótnie.

 

Jagna Domżalska: Twoje obrazy z ostatnich dwóch, trzech lat pokazują stopniowe obieranie nowej drogi. Pojawiają się elementy rysunku, także odległa sugestia postaci.

Dorota Buczkowska: Malując zawsze czuję pokusę kreski… Wyzwaniem jest jednak pozostać po stronie abstrakcji. Kreska ma tendencje do bycia konturem, do szukania kształtu. Kontur określa formę, wnosi ze sobą narrację, zarysowuje historię. Ja jednak uchylam się przed definiowaniem.

Czyli chodzi o „abstrakcyjny rysunek”?

Linie zaznaczają tu i ówdzie granice, ale przestrzeń ma zostać otwarta, układ niejednoznaczny. To percepcja oglądającego próbuje „wyłowić” formę. Kontury pozostawiam wieloznaczne. Linie sugerują, zarysowują kształt, ale go nie zamykają – otwartość to klucz do wielu decyzji. Im mniej rozpoznawalne znaki, im formy są mniej oczywiste, tym bardziej aktywizują wyobraźnię odbiorcy. Automatyczny pilot przestaje działać, kiedy układy nie są domknięte. Pod spojrzeniem obserwatora rodzi się jego własny porządek. To rodzaj dialogu, który jest dla mnie bardziej interesujący, niż narzucenie własnej narracji.

Twoje prace, nawet te, w których powoli pojawia się figuracja, wciąż ciążą w stronę abstrakcji. Być może tak wyczuwa się właśnie Twoje patrzenie na świat, który Cię otacza. Którego może nie odwzorowujesz, ale odwzorowujesz stan, w który Cię wprawia?

Tak. To samo dotyczy prac przestrzennych. Formy z blachy, towarzyszące obrazom w projekcie który pokazałyśmy na wystawie „Pomiędzy”1 Dorota Buczkowska, „Pomiędzy”, grudzień 2020 – styczeń 2021, MOSART, Gorzów; kuratorka Jagna Domżalska to wielowymiarowe szkice malarskie. Są jak kalejdoskop. Kiedy zmieniasz punkt widzenia, zmienia się oglądana kompozycja. Fragmenty rysunku, kształtów na pogniecionym tle, porządkują się w nowe znaczenia. Oko tendencyjnie szuka znajomego ładu w obrazie, ten jednak pozostaje niejednoznaczny i otwarty na interpretację. Gdy próbuję nazwać proces tworzenia i koncepcje ostatnich prac, towarzyszy mi wspomnienie zabawy z dzieciństwa „Połącz cyferki”, w której na kartce rozrzucone są ponumerowane punkty. Łącząc kolejne cyfry kreską sprawiasz, że pojawia się znajomy kształt. W tym, co robię, brak jednak kolejnych numerów, które prowadziłyby do „właściwej” odpowiedzi – jednej dla wszystkich.

Dorota Buczkowska, „Pomiędzy”, Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim, wystawa online XII 2020 – I 2021, kuratorka: Jagna Domżalska, zdjęcia: Tomasz Koszewnik

 

Tak, w tych rysunkach jest obecna jakaś próżnia. Podobna do tego stanu pomiędzy rzeczywistościami, które uchwytujesz na obrazach dzięki bieli, ale też przez sposób wprowadzania w nie postaci.

Zdecydowanie tak. Obecność postaci w obrazie istotna jest o tyle, o ile staje się części całości. Jej rozpoznawalny (lub nie) charakter uwypukla się poprzez sposób osadzenia w przestrzeni. Nie interesuje mnie portret. 

A obserwacja świata? 

Jest częścią mojej pracy, ale nie wiążę się jednoznacznie z jego odwzorowaniem. 

Ja sobie wyobrażam Twoją pracę tak, że odpowiadasz na impulsy, że sama z zaciekawieniem obserwujesz, co się pojawi, wyłoni? Co „wywołasz” (jak w wystawie “Wywoływanie rzeźby”1 Dorota Buczkowska, Michał Smandek, „Wywoływanie rzeźby”, marzec – kwiecień 2018, Galeria Miejska BWA, Bydgoszcz; kuratorka Jagna Domżalska).

Przesuwając szkło powiększające po jednej tylko fotografii oczywiście możesz wykadrować dziesiątki abstrakcyjnych kompozycji. Nie ma takiej kompozycji abstrakcyjnej, której nie mogłabyś ‚wyłonić’ w otaczającej Cię rzeczywistości (swoją drogą łono w tym kontekście jest bardzo na miejscu). Abstrakcja uwodzi mnie i w niej znajduję spokój. Głębia, świecenie płaszczyzn koloru, dynamika mocnego gestu, drżenie delikatnych kresek zachwyca i porusza mnie, kiedy oglądam sztukę. 

Dorota Buczkowska, Autoportret, z cyklu Pomiędzy, 2020, olej na płótnie
Dorota Buczkowska, z cyklu Pomiędzy, 2020, olej na płótnie

Temat pracy / projektu także jest czymś nieuchronnym, w moim przypadku prywatnym, po prostu jest i czeka na przepracowanie. Medium natomiast jest wyborem, profesją – wybór narzędzi, świadomy sposób ich użycia. Decyzja o nakładaniu farby. Gest, gęstość, tło, barwa, jej nasycenie, zestawienie, charakter kreski, jej rytm… 

Czyli zmienia się to, jak korzystasz z tych swoich zasobów?

Mam poczucie, że intensywniej, niż wcześniej, odbieram kolory. Fascynuje mnie kolor. Jego natura i niejednoznaczność. To, w jaki sposób działa w sąsiedztwie innych barw, jak zmienia się pod wpływem światła. Zaczęłam robić papierowe miniatury – coś w rodzaju szkiców malarskich, ćwiczenia z koloru, z doświadczania połączeń, na które nie mam odwagi w dużym płótnie. Przepracowuję na małych formach upraszczanie kompozycji i eksperymentuję z oswajaniem obcych w mojej pracy barw. Bardzo lubię ten projekt, daje mi dużo przyjemności.

To bardzo ciekawe u ciebie, jak podchodzisz do koloru, czy też że podchodzisz do koloru. Monochromatyczne prace z pozoru nie dotyczą koloru, a u ciebie jest odwrotnie. W ostatnim cyklu biel jednak też jest kolorem.

Oczywiście biel jest kolorem – najjaśniejszym z kolorów. W naszym zwyczajowym odbiorze jest kolorem „oczekującym”, białą kartką, niezapisanym zeszytem, gruntem na płótnie. Czytamy go jako pustą przestrzeń, którą można wypełnić. Biel tła jest dla mnie równie istotna, jak obecność innych kolorów w obrazie.

Tak, w tej bieli jest właśnie zawarty ruch, potencjał. W bieli, którą wprowadzasz w cyklu „Pomiędzy” jest jakaś wahadłowość, ruch w przód i do tyłu. No i zawieszenie, o którym jest cała wystawa. Zawieszenie, ale takie dobre, z potencjałem.

Jest częścią kompozycji – uruchamia inne kolory i stanowi w pewnym sensie ciszę pomiędzy elementami kompozycji. Jak przestrzeń pomiędzy słowami w Haiku.

Stąd białe pola? Pozostawiasz ostatnio niezagospodarowane fragmenty płótna, częściej malujesz bielą.

Jedno i drugie. Wczoraj weszłam do pracowni i zamalowałam bielą dwa obrazy – poczułam wielką ulgę (to nie jest wprawdzie ta pierwsza, nieskazitelna biel, ale jednak biała farba).

Dorota Buczkowska, „Pomiędzy”, Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim, wystawa online XII 2020 – I 2021, kuratorka: Jagna Domżalska, zdjęcia: Tomasz Koszewnik

 

Zamalowałaś istniejące obrazy, czy pokryłaś bielą płótna?

Obrazy w pół drogi, zaczęte, z kolorem, bałaganem kresek…

Zauważyłam, że wróciłaś do intensywnego rysowania i do pracy na papierze. Wciąż uwodzi Cię kaligrafia, prostota znaku.

Kocham rysunek. Gdybym miała zbierać sztukę, na pewno byłby to rysunek – mam ‚nabożny’ stosunek do rękopisu. Charakter kreski w rysunku jest jak indywidualny charakter pisma – dużo mówi o autorze i wbrew przekonaniom wielu osób jest dostępny wszystkim. To jedynie kwestia praktyki, którą zazwyczaj zarzucamy na etapie przedszkola. Naukę pisania praktykujemy latami. Umiejętność pisania nie czyni z nas literatów, a bazowa umiejętność posługiwania się rysunkiem nie jest zastrzeżona dla artysty. Kreska postawiona pod wpływem impulsu pozostaje żywa i osobista – zawsze mnie to porusza, kiedy oglądam cudze rysunki, czy ręcznie pisane teksty.

To jest najbardziej bliski kontakt z artystą, z jego intymną notatką, śladem.

W rysunku dochodzi jeszcze aspekt obserwacji, synchronizacja oka i ręki. Ten rodzaj zapisu wydaje się bardziej bezpośredni, niż słowo pisane, które jest podporządkowane kodom i z czasem może stać się dla nas niezrozumiałe, hermetyczne, obce. Intuicyjnie czujemy symboliczną treść najstarszych rysunków, jakby był to język, w którym dystans czasowy czy geograficzny ma mniejsze znaczenie. Charakter kreski i trafność obserwacji, kompozycja linii na przestrzeni tysiącleci nie starzeje się i nie dewaluuje. Jeśli dzisiaj uczysz się rysować, uczysz się od człowieka, który skrobał rewelacyjne bizony w grotach, uczysz się od autorów średniowiecznych iluminacji, badasz kreskę włoskich mistrzów, zielniki Dürera, chińskie pejzaże z XVII w, portrety Repina, czy Hockney’a – mówią różnymi głosami, ale jednym językiem. Od dziecka rysowanie było jednym z moich ulubionych zajęć.

Dorota Buczkowska, Prekonstrukcja, 2021, kredki na papierze, 30 x 21 cm
Dorota Buczkowska, Prekonstrukcja, 2021, kredki na papierze, 30 x 21 cm.

W najnowszych pracach malarskich też jest dużo rysunku, ale także nowy sposób malowania. Czy zauważyłaś, kiedy się to pojawiło?

W 2017 roku zaczęłam zauważać zmiany w polu widzenia, jaskrawe świecenie pewnych kolorów – zwłaszcza bieli, migotanie, puste fragmenty, załamywanie się linii. Ponieważ “obserwacja” siłą rzeczy jest powiązana z moją pracą – zmiany w sposobie widzenia zaczęły pojawiać się w obrazach, zaczęły przenikać do tego, jak maluję. 

Czyli zaczęłaś się przyglądać z dystansu swoim „nowym możliwościom”?

Okazało się, że to, jak widzę, jest poważnym problemem. Doświadczam zaburzeń widzenia, które są postępujące i nieodwracalne. Ta sytuacja jest w oczywisty sposób przerażająca. Postanowiłam oswajać ją „przyglądając” się temu procesowi w sposób dosłowny. Jeśli nie możemy czegoś zmienić, lepiej to zaakceptować i znaleźć sens. Odnotowuję to, co mój wzrok nanosi na obraz rzeczywistości: białe plamy, miejscowe nieostrości. Pęknięcia naczyń krwionośnych, wprowadzają nieoczekiwane przebarwienia. Forma zostaje odczytana dzięki intelektowi mimo, że krawędzie i przestrzeń kształtów przenikają się, kontury urywają i załamują, nie uchwytując, co jest bliżej, a co dalej. Nic nie jest „oddzielne”, biel oślepia i prześwietla obraz całości.

W cyklu „Pomiędzy” biel jest bardzo obecna. 

Świadomość, że widzę inaczej, nie przyszła z dnia na dzień – obrazy, w których pojawia się surowa biel z 2017 roku jeszcze nie były “świadome”. Diagnoza o tym, że tracę wzrok i zabiegi wypalające pole widzenia zbiegły się z głębokim kryzysem osobistym, przewartościowaniem i zasadniczymi zmianami w moim życiu.

I wymusiły zmiany stylu życia.

Hmm, mój stan zdrowia pogarszał się w wyniku wieloletniego wysiłku i stresu – w końcu stanęłam przed ścianą. Informacja o tym, że oślepnę w ciągu roku, jeśli nie zmienię trybu życia, zmusił mnie do poddania się. To bardzo trudne. Wyjechałam z Warszawy, wyjechałam z Polski, by zamieszkać w bardzo pionierskich warunkach. Zostawiłam wszystko, co było „mną” w sensie tożsamości, jaką budujemy w dorosłym życiu z sensów, decyzji, wartości, w które wierzymy… I trzymamy się ich do upadłego. Do upadłego – ale co dalej, jeśli już upadniemy? Poddałam się. Dziwne jest doświadczanie „siebie” bez tej misternie wypracowanej struktury, konstrukcji. Za tym przyszły zmiany, akceptacja nowej rzeczywistości, próba uporządkowania jej, nadania nowego sensu. 

Czy słusznie w tym przypadku mówić, że się “poddałaś”? Czy może zostałaś zmuszona do zadbania o siebie i podjęcia aktywnej pracy nad powstrzymaniem choroby, czyli właśnie do niepoddawania się sytuacji. 

Tak, zdecydowanie, ale świadome mówienie o poddawaniu się to przyznanie sobie prawa do słabości, na którą dotychczas się nie godziłam.

Czyli siła! 

Tak, to jest nowy sposób widzenia, ale też patrzenia, czy raczej obecności. Na pewno też przyznanie miejsca, przestrzeni, temu, co nienazwane i nieznane. Zadaję sobie pytanie, co nas tak niepokoi w nieoczywistym? Dlaczego i jak uruchamia się w nas ten dyskomfort, podświadoma potrzeba szukania znajomego porządku, nazwania, oswojenia? 

Otworzyłaś się na to i na nowe formy w sztuce. 

Tak, w zasadzie w rysunkach chciałabym zapisać rzeczywistość, która istnieje “przed” formą. Stawiając kreski podejmuję próbę uchwycenia rzeczywistości samej w sobie, zanim percepcja przyporządkuje ją ogólnym, znanym sobie kształtom. Jaka jest różnica pomiędzy „widzieć” a „patrzeć”? Odbieramy rzeczywistość w sposób sformalizowany, automatyczny, używając form jak słów, które są ogólne. 

Mówisz teraz o swoim kolejnym projekcie.

Tak, cykl, nad którym teraz pracuję, wstępnie zatytułowałam „Prekonstrukcja”. Jest to próba zarejestrowania procesu zmienionej przez chorobę percepcji. Ten sposób widzenia pojawia się oczywiście w pracach. Rysunek wyznacza przestrzeń – tu i ówdzie stawia jej granice, jednak pozostaje ona otwarta. Przemyślenia na temat symbolicznej reprezentacji formy odwołują się między innymi do rozważań takich autorów, jak Gilles Deleuze w tekście „Różnica i powtórzenie”. Wspomniałam o procesie, w którym odbudowuję siebie. Myślę, że rysunki z serii „Prekonstrukcja” i refleksja, która towarzyszy temu projektowi, to jedno z doświadczeń porządkowania mojej nowej rzeczywistości, badania jej struktury.

Dorota Buczkowska, Prekonstrukcja, 2021, kredki na papierze, 21 x 30 cm.

 

To nie do końca jest zawieszenie, a raczej zastygnięcie, może chęć dowartościowania chwili między tym, co za Tobą, a tym, co przed Tobą. Nauczyłaś się cieszyć teraźniejszością. 

Przede wszystkim jednak moja aktualna codzienność jest dostosowana do moich możliwości. “Mniej“ to w tym wypadku świadome oddanie miejsca pustce. Większość z nas do pewnego wieku nosi w sobie iluzje, które migoczą jakąś niesprecyzowaną obietnicą przyszłości. Cieszę się, że już wyrosłam z tej “błyskotki”. Jest teraźniejszość i kocham ją, doceniam. Świadomie.


Dorota Buczkowska, „Pomiędzy”
Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim
Wystawa online od 11.12.2020 do 17.01.2021
Kuratorka: Jagna Domżalska
Autor zdjęć: Tomasz Koszewnik