tagi — Mikołaj Konkiewicz   

Mikołaj Konkiewicz Fotografia międzygwiezdna

Fotografia międzygwiezdna

W 1977 roku w ramach programu Voyager nadzorowanego przez amerykańską agencję kosmiczną NASA z Ziemi wystartowały sondy, których głównym zadaniem było badanie planet gazowych orbitujących wokół Słońca. Po zrealizowaniu priorytetowych celów, pojazdy zostały wprowadzone na trajektorię umożliwiającą opuszczenie Układu Słonecznego. Voyager 1 osiągnął przestrzeń międzygwiezdną w sierpniu 2012 roku, natomiast Voyager 2 w listopadzie 2018 roku1 Jet Propulsion Laboratory: California Institute of Technology, Interstellar Mission, [dostępny online: https://voyager.jpl.nasa.gov/mission/interstellar-mission/].. Przyrządy badawcze i komunikacyjne będą zasilane do około 2025 roku1 NASA Science: Solar System Exploration, Missions: Voyager 2, [dostępny online: https://solarsystem.nasa.gov/missions/voyager-2/in-depth/].. Wtedy to pojazdy zamilkną na zawsze, kontynuując podróż przez kosmos bez kontaktu z macierzystą planetą. Za tysiące lat miną „pobliskie” gwiazdy, jednak za „zbliżenia” można uznać przeloty w odległościach wyrażanych w latach świetlnych. Oznacza to, że w rzeczywistości obiekty te będą wiecznie przemierzać pustkę przestrzeni kosmicznej, stając się reliktem ludzkości.

Międzygwiezdny etap programu Voyager skłonił naukowców z NASA do przygotowania wiadomości dla potencjalnych, pochodzących z innych układów planetarnych znalazców sond. Przymocowano do nich po płycie gramofonowej (tzw. Golden Record) zawierającej 116 obrazów, 90 minut muzyki i dźwięków Ziemi oraz nagrania pozdrowień od jej mieszkańców. Zostały one wzbogacone instrukcjami jak je odczytać i informacjami o pochodzeniu Voyagerów. Część wizualna zawiera 71 czarno-białych i 19 kolorowych zdjęć, a także 26 diagramów. Te ostatnie mają na celu ułatwienie rozszyfrowywania fotografii lub prezentowanie faktów naukowych, takich jak np. przekroje anatomiczne człowieka1 C. Sagan i in., Szepty Ziemi. Międzygwiezdna wiadomość Voyagerów, Poznań 2003, s. 86-90.. Zawartość ta ma przybliżać ludzkość i zamieszkiwany przez nią glob.

Kompilacja znajdująca się na płycie stanowi wypadkową obrazów, które naukowcy uznali za ważne i odpowiednio przedstawiające błękitną planetę pod koniec lat 70. XX wieku, tego co mogli pokazać i kompromisów, mających na celu pogodzenie różnych grup interesów. W związku z tym wybór nie zawsze był merytoryczny, czego przykładem jest odrzucenie zdjęcia ukazującego nagich ludzi: ciężarną kobietę i mężczyznę. Było to spowodowane decyzją kierownictwa NASA podyktowaną poglądami i naciskami kongresu USA oraz opinii publicznej (zamiast tej fotografii Golden Record zawiera czarno-białą ilustrację, ukazująca kontury sylwetek ukazanych na ww. fotografii). Wysłane w komos obrazy prezentują tylko dobrą stronę ludzkości, celowo stroniąc od przywoływania wojen i problemów społecznych czy katastrof naturalnych. Nie zawierają również symboli religijnych i narodowych.

Biorąc pod uwagę specyfikę doboru fotografii zabranych poza Układ Słoneczny przez sondy Voyager można z łatwością wywnioskować, jaki obraz Ziemi i ludzkości kreowali twórcy międzyplanetarnej wiadomości. Z tego zestawu wyłania się wizerunek cywilizacji rozwijającej się  harmonijnie, w zgodzie ze środowiskiem. Ludzie zainteresowani są w niej badaniem natury wyłącznie w celu zaspokojenia własnej ciekawości, postęp technologiczny nie ma negatywnych skutków i służy dobru wszystkich zamieszkujących Ziemię istot.

Odmienne podejście do kwestii pozostawienia fotograficznego śladu przez ludzkość zaprezentował Trevor Paglen w pracy The Last Pictures. Z pomocą inżynierów z Massachusetts Institute of Technology (MIT) zaprojektował płytę, która przetrwa w przestrzeni kosmicznej miliardy lat. Zawiera ona 100 specjalnie opracowanych fotografii, których selekcji Paglen dokonał na podstawie wielu konsultacji z antropologami, artystami, naukowcami i filozofami. Całość została zabrana w przestrzeń kosmiczną w listopadzie 2012 roku na pokładzie satelity telewizyjnego EchoStar XVI, który wieczność spędzi na geostacjonarnej orbicie. Obrazy zgromadzone na płytce Paglena tworzą zupełnie inny wizerunek Ziemi niż w przypadku Golden Record. Na jego wybór złożyły się m.in. fotografie potęgi tajfunu, który nawiedził wybrzeże Japonii, greckich i ormiańskich uchodźców, cieszących się z kąpieli w morzu, stoiska USA na wystawie światowej w Moskwie, migrantów próbujących przekroczyć granicę Meksyku i Stanów Zjednoczonych czy przedstawienie topnienia lodowca Grinnel w Montanie pomiędzy 1940 a 2006 rokiem1  Trevor Paglen, The Last Pictures: Pictures, [dostępny online: http://www.paglen.com/lastpictures/main.php?m=pictures&p=11].. Tak jak projekt związany z Voyagerami tworzył utopijny obraz Ziemi, tak z The Last Pictures wyłania się wizja Błękitnej Planety pełnej niepewności, paradoksów i obaw co do własnej przyszłości1  Trevor Paglen, The Last Pictures: Overview, [dostępny online: http://www.paglen.com/lastpictures/main.php?m=overview&p=]..

W tym świetle dobór fotografii zgromadzonych na pokładach Voyagerów ujawnia, że zbiór był paradoksalnie tworzony i wysyłany w kosmos przede wszystkim na potrzeby pozostających na Ziemi ludzi (także praca Paglena jest silnie związana z tożsamością ludzkości, choć przyjmuje inne założenia). Stworzenie idyllicznego obrazu Błękitnej Planety było zabiegiem wizerunkowym. Pozwalała zwiększyć zainteresowanie opinii publicznej eksploracją głębokiej przestrzeni kosmicznej i wzmocnić poparcie dla kosztownych misji. W tym kontekście płyty Voyagera wywiązały się ze swego zadania. Warto jednak zastanowić się nad tym, czy są one w stanie zrealizować inne, pozornie podstawowe cele – pokazać Ziemię istotom mieszkającym pod odległymi słońcami.

***

Mikołaj Konkiewicz, z cyklu „Percepcjometria”

W książce Szepty Ziemi. Międzygwiezdna wiadomość Voyagerów, pod redakcją Carla Sagana, obok fotografii przedstawiającej ludzi i szympansy znalazł się podpis, który wyraża intencje i motywacje naukowców towarzyszące decyzji o dołączeniu tego zdjęcia do kompilacji. Autorzy sugerują, że „z punktu widzenia kosmitów szympansy i ludzie mogą okazać się niemal identyczni – jest całkiem możliwe, że fotografie szympansów ubranych w stroje kowbojskie nie zwróciłyby żadnej uwagi. Fakt, że istoty ludzkie na tej fotografii obserwują zachowania szympansów, może stanowić (słabą) wskazówkę, iż te ostatnie nie należą do rasy, która stworzyła Voyagery. Z drugiej strony może wydawać się, że szympansy są rasą dominującą, ponieważ to ludzie dźwigają ekwipunek na tej fotografii”1 C. Sagan i in., Szepty…, dz. cyt., s. 111.. Kluczowe dla tego fragmentu jest słowo umieszczone w nawiasie – wskazówki, które miałaby naprowadzić na taki tok rozumowania, wydają się co najmniej wątpliwe. Twórcy Golden Record wykazują zbyt pochopny entuzjam i zdecydowanie życzeniowe myślenie. Jest to o tyle zaskakujące, że choć publikacja ma charakter popularno-naukowy, to za jej powstanie odpowiadają uznani badacze – Carl Sagan, Frank D. Drake, Ann Druyan, Timothy Ferris, Jon Lomberg i Linda Salzman Sagan. Pomimo tego trudno mi zgodzić się z założeniami komentarza dołączonego do omawianego zdjęcia.

Rozważając wykorzystanie fotografii w kontaktach międzyplanetarnych konieczne jest pojmowanie jej jako komunikatu, a nie jedynie medium1 S. Wojnecki, Fotografia jako komunikat, [w:] tegoż, Fotografia – podwójna gwiazda kultury. Pisma z lat 1977-2004, Poznań 2007, s. 77-78.. Podobnie jak w przypadku korzystania z innych języków, do jej poprawnego odczytania i skutecznego przeprowadzenia procesu komunikacji niezbędne jest dysponowanie odpowiednim kodem, który wykorzystuje środki biologiczne i kulturowe1 D. L. Everett, Język: narzędzie kultury, Kraków 2018, s. 85.. Pierwsze z nich obejmują takie fundamentalne „kompetencje”, jak posiadanie narządu wzroku, który jest niezbędny do ogólnego komunikowania się za pomocą fotografii. Niemniej istnieją również „środki biologiczne” konieczne dla skutecznego odczytywania węższego grona obrazów, przy czym niedysponowanie tymi predyspozycjami nie wyklucza odkodowywania pozostałych zdjęć. Przykładowo, osoby dotknięte różnego rodzaju agnozjami wynikającymi z fizycznego uszkodzenia mózgu mogą nie być w stanie zidentyfikować pewnego rodzaju obiektów. Przykładem jest prozopagnozja, stanowiąca niemożność rozpoznawania twarzy. To w oczywisty sposób utrudnia obcowanie z portretami ludzi, jednakże wciąż umożliwia percypowanie ogółu zdjęć.

Fakt posługiwania się przez dany organizm narządem wzroku w niewielkim stopniu zawęża obszar możliwości konstruowania obrazów, o czym świadczy mnogość planów budowy oka, które wypracowały stworzenia zamieszkujące Ziemię. Różnorodność tę skutecznie ilustruje tzw. krajobraz oczu, który wskazuje ile możliwych ścieżek rozwoju tego narządu może obrać ewolucja wychodząca od podstawowej fotorecepcji1 C. Henderson, Księga zwierząt niemalże niemożliwych. Bestiariusz XXI wieku., Warszawa 2018, s. 127.. Wszystkie te kategorie stanowią twór ziemskiej, skomplikowanej ewolucji, wynikającej z „odpowiedzi” organizmów na wymogi stawiane przez środowisko. Proces oparty na podobnych zasadach, ale przebiegający w odmiennym układzie planetarnym, będzie stanowił reakcje na zupełnie odrębne warunki klimatyczne i środowiskowe czy zjawiska astronomiczne.

Wpływ na kształtowanie się organizmów mają właściwie wszystkie czynniki, z którymi się stykają (także pośrednio). Istotna jest chociażby prędkość obrotu planety wokół własnej osi i obecność oraz odległość naturalnych satelitów. Przykład oddziaływania tych zależności ciał niebieskich na budowę organizmów stanowią łodziki, których przyrost muszli jest związany z fazami Srebrnego Globu. Wpływały one na zróżnicowanie rozmiarów tych skorupiaków w poszczególnych okresach geologicznych Ziemi, co było uzależnione od długości doby i miesiąca synodycznego1 Tamże, s. 232.. Ten przykład uzmysławia, jak różne byłoby kształtowanie się organizmów na planetach o innych promieniach, tempach obrotu wokół własnej osi i z orbitującymi wokół nich innymi satelitami.

Różnice wynikają nie tylko ze specyfiki środowiska, ale również np. z tego, czy chemiczna budowa ciał obcych form jest również oparta na węglu. Ścisła definicja życia stanowi wyzwanie dla biologów, przez co być może że nie udałoby się w ogóle rozpoznać istot zamieszkujących inne światy. Za przykład niech posłużą istoty przedstawione w powieści J. H. Rosny’ego Kształty, w której na Ziemię przybywają „żywe minerały”1 Tamże, s. 143.. Inną wizję niedającego się sklasyfikować tworu, napotkanego na obcej planecie, przedstawił Stanisław Lem w powieści Solaris. Tytułowa planeta była niemal w całości spowita czymś w rodzaju „żywego oceanu”. Precyzyjne określenie natury  tego tworu było jednak zadaniem, które nie przyniosło ostatecznych rozstrzygnięć. Kelvin, główny bohater powieści, stwierdził, iż „wiedza o Solaris, wypełniająca biblioteki, jest bezużytecznym balastem i trzęsawiskiem faktów”, a ludzkość znajduje się „w takim samym miejscu, jak wtedy gdy rozpoczęto gromadzić [tę wiedzę] przed siedemdziesięciu ośmiu laty”1 S. Lem, Solaris, [w:] tegoż, Solaris, Niezwyciężony, Kraków 1968, s. 30..

Postrzeganie otaczającego organizm świata wychodzi daleko poza zbieranie informacji przy pomocy narządu wzroku. Należy brać pod uwagę nie tylko budowę oka i gromadzenie danych, ale także sposób ich integracji. Owe scalanie dotyczy w szerszym kontekście łączenia w całość różnych spostrzeżeń, na podstawie których organizm wykształca swój model świata. Synteza doznań uzyskiwanych za pomocą różnych zmysłów wydaje się oczywista, biorąc pod uwagę osobiste doświadczenie ludzkie. Proces ten może intuicyjnie jawić się jako niezbędny do nieupośledzonej egzystencji. Okazuje się jednak, że nie zawsze musi dochodzić do takowej „integracji”. Istnienie w organizmie różnych obwodów transferujących informacje nie dotyczy wyłącznie odrębnych zmysłów (np. dotyku i wzroku), ale również zachodzi w obrębie pojedynczych kanałów percepcji, np. dla widzenia obuocznego.

Można tutaj posłużyć się przykładem badań nad gołębiami, którym zasłonięto jedno oko, ale w żaden sposób nie ingerowano chirurgicznie w połączenia pomiędzy obiema półkulami mózgu. Ptaki wykazywały nieumiejętność wykonania zadania, którego nauczyły się operując jednym okiem, w sytuacji gdy zostały postawione przed zadaniem ponownie, ale przy zamianie zasłoniętych oczu. Okazuje się, że nie dochodzi wtedy do przesyłu i integracji danych pomiędzy półkulami mózgu1 P. Godfrey-Smith, Inne umysły. Ośmiornice i prapoczątki świadomości, Kraków 2018, s. 107.. Wskazuje to na mnogość możliwości „szufladkowania” i „dystrybuowania” spostrzeżeń wewnątrz umysłów, który może mieć niewyobrażalnie zróżnicowany układ w przypadku form życia pochodzących z obcych światów.

Mikołaj Konkiewicz, z cyklu „Percepcjometria”

Nie trzeba jednak odnosić się wyłącznie do hipotetycznych mieszkańców planet pozasłonecznych, aby poznać zupełnie inne systemy funkcjonowania obiegu danych. Ramiona ziemskich ośmiornic stanowią z jednej strony kończyny, nad którymi panują, ale „z perspektywy ośrodkowego układu mózgowego są też osobnymi bytami, działającymi częściowo samodzielnie”1 Tamże, s. 127.. W oparciu o tak odmienne sposoby percepcji obecne na Ziemi, wyobraźnia może podpowiadać jeszcze bardziej odrębne systemy integracji danych. Być może inteligentne życie istniałoby w formie dwóch zespolonych organizmów, spośród których jeden specjalizowałby się w doskonaleniu fizycznym, dźwigając ten, który poświęcałby się zadaniom natury intelektualnej czy duchowej. W powieści Stanisława Lema Eden na tytułowej planecie ludzcy astronauci napotkali istoty zwane Dubeltami, zbudowane na zasadzie zbliżonej do powyższej propozycji. Literatura science-fiction słusznie zwraca uwagę na komplikacje związane z próbami podejmowania osądów, co do natury obcych form życia.

Definicję percepcji formułuje się jako „proces aktywnej interpretacji danych zmysłowych z wykorzystaniem wskazówek kontekstualnych, nastawienia i wcześniej nabytej wiedzy”1 E. Nęcka, J. Orzechowski, B. Szymura, Psychologia poznawcza, Warszawa 2006, s. 279.. W komentarzu do fotografii opublikowanym w książce Szepty Ziemi, dostrzec można antropocentryzm towarzyszący założeniom co do sposobu wykorzystania wszystkich trzech elementów kończących przytoczoną definicję. Tego problemu nie rozwiązuje domniemanie posiadania przez mieszkańców obcych planet identycznie zbudowanego oka i podobnego sposobu integracji spostrzeżeń jak u ludzi (co wydaje się śmiałym założeniem). W rzeczywistości bardzo trudno wyobrazić sobie sposób percypowania obcych, w szczególności wykorzystywane „wskazówki kontekstualne, nastawienia i wcześniej nabytą wiedzę”, co w połączeniu z mnogością sposobów gromadzenia informacji i ich dystrybuowania, przytoczonego na podstawie zaledwie kilku ziemskich organizmów, pokazuje złożoność problemu. Co więcej oczywistym faktem są różnice w percypowaniu dostrzegalne nawet u ludzi żyjących w tej samej kulturze i wychowanych w takich samych społecznościach.

Powyższe przykłady dotyczą percepcji związanej z narządem wzroku, jednakże organizmy wykorzystują także większą liczbę zmysłów, które stanowią podstawowy lub uzupełniający sposób poznawania świata zewnętrznego. Percepcja Homo sapiens może sugerować wykorzystywanie dobrego wzroku jako konieczne dla rozwinięcia się inteligencji. Przykład delfinów pokazuje jednak, że wysoka inteligencja może kształtować się także w oparciu o wykorzystanie innych doznań. Co prawda delfiny mają stosunkowo dobry wzrok, jednakże dysponują zmysłem, który łączy w sobie zalety słuchu i wzroku, a w ich środowisku sprawdza się zdecydowanie lepiej. W dużym uproszczeniu zwierzęta te potrafią wytwarzać dźwięki o wysokiej częstotliwości, które wędrują w kierunku różnych obiektów. Po odbiciu wracają do zwierzęcia, pozwalając na ocenę kształtu i odległości. Serie dźwięków umożliwiają więc „»patrzenie« na obiekty”1 C. Henderson, Księga…, dz. cyt., s. 81., mogąc przenikać przez przeszkody, co pozwala „widzieć” przez przedmioty. Ten niedostępny dla ludzi obraz świata wskazuje dość wyraźnie, że odmienność percepcji nie wynika z ograniczeń w budowie i nie wyklucza rozwoju inteligencji. Nie jest ona wszak celem ewolucji, lecz efektem adaptacji i wyniku różnych szans oraz zagrożeń, z którymi stykają się organizmy.

Podobnie świetny wzrok nie implikuje znacznego wzrostu poziomu inteligencji, czego przykładem są ustonogi. Zwierzęta te mają jedne z największych możliwości percepcji wzrokowej wśród zwierząt. Skorupiaki te mogą m.in. postrzegać do dwunastu barw podstawowych (człowiek ma dostęp do maksymalnie czterech), wykorzystywać jednocześnie trzy różne obszary ostrości czy widzieć światło spolaryzowane kołowo1 Tamże, s. 121.. Fakt istnienia szerszych pól percepcyjnych i możliwości przekształcania fotografii na inne kody (tak jak ma to miejsce w przypadku opisywania zdjęć za pomocą słów) stwarza szereg możliwych interpretacji obrazów i zwiększa ryzyko ich przeoczenia przez obcych.

Z wyzwaniami jakie stawia złożoność możliwych sposobów percypowania mierzą się wszyscy etologie. W interesujący sposób ujął te zagadnienia Jakob Johann von Uexküll konstruując koncepcję nazwaną przez siebie Umwelt. W jej ujęciu postrzegał on wszystkie organizmy żywe jako zanurzone, jak to metaforycznie ujmował, w bańkach, w obrębie których znajduje się dostępny na podstawie ich zmysłów „wokół-świat” (słowo die Umwelt oznacza w języku niemieckim „środowisko” lub „otoczenie”, jednakże Jakob Johann von Uexküll zwracał uwagę na znaczenie połączenia słów umdie Welt, oznaczających odpowiednio „wokół” i „świat”, co miało na celu odróżnienie wokół-światów od tradycyjnego postrzegania habitatów)1 J. Von Uexküll, G. Kriszat, Pasaże ku światom zwierząt i ludzi, Warszawa 2016, s. 124.. Egzotyczność tych swoistych uniwersów uświadamiają przytoczone przez naukowca przykłady organizmów, wśród których znajduje się np. kleszcz. Pajęczak ten potrafi przesiadywać osiemnaście lat na liściu, po to tylko, aby po wyczuciu kwasu masłowego wydzielanego przez gruczoły skórne ssaków opuścić się na jej powierzchnię, przebić tkankę skórną i wyssać krew. Zwierzę to jest niemal ślepe (wykrywa ogólne natężenie światła), a do orientacji czy w ogóle udało się osiągnąć cel, służą mu receptory termiczne1 Tamże, s. 12.. Według twórców science-fiction wykrywanie różnic temperatury może służyć także  do percypowania obcym, czego przykładem jest filmowy Predator zdolny do widzenia świata tak samo jak kamera termowizyjna.

Jak przekonuje Thomas Nagel w eseju Jak to jest być nietoperzem? próba wniknięcia w cudzy umysł jest z góry skazana na porażkę, gdyż poznanie zmysłów innych istot pozwala jedynie dowiedzieć się, co znaczyłoby zachowywać się jak one. Odmiennym zagadnieniem jest odkrycie tajemnicy doświadczenia, do którego ma dostęp odrębny organizm. Problemy rodzi kwestia, jak na potrzeby ujawnienia cudzej rzeczywistości można zobiektywizować subiektywne doświadczenia. Przy podejmowaniu tego typu wysiłków człowiek jest „ograniczony do zasobów […] własnego umysłu, a te zasoby nie są odpowiednie do zadania”1 T. Nagel, Jak to jest być nietoperzem, s. 3 [dostępny online: https://utw.uj.edu.pl/documents/6082181/afa4b63f-9633-49dd-a94c-c6e68dd8c9ff].. Można więc jedynie próbować kategoryzować pewne doznania. Odwołując się do echolokacji nietoperzy (lub zmysłów delfinów), można ją sobie wyobrażać, jako budowanie trójwymiarowej mapy otoczenia. W konsekwencji takich eksperymentów myślowych nie uda się zbudować nic poza wyobrażeniem o takiej percepcji, która jest skonstruowana na bazie własnych doznań.

Zabierając się do odczytania komunikatu zawsze wykorzystuje się przy tym własną wiedzę, nawet jeśli jest fundamentalna i dotyczy np. praw fizyki (oczywiście nie chodzi tu o znajomość równań matematycznych lecz świadomość, że np. upuszczone przedmioty spadają, a nie unoszą się do góry)1 B. Brożek, Granice interpretacji, Kraków 2017, s. 261.. Owa wiedza pozwala obydwu stronom procesu komunikacji znaleźć wspólną płaszczyznę, do której mogą się odnieść. W przypadku komunikacji z rozumnymi mieszkańcami obcej planety znalezienie takiej łącznej dziedziny może być problematyczne lub nawet niemożliwe. Zagadnienie to przedstawił Stanisław Lem w swojej książce zatytułowanej Fiasko, w której pojawił się wątek konieczności wysłania komunikatu do inteligentnych istot z planety Kwinta. Przebywający na orbicie Kwinty bohaterowie powieści mieli posłużyć się sygnałami świetlnymi, emitowanymi w atmosferze obcego globu. Problemem było jednak sformułowanie komunikatu i znalezienie wspólnych cech, uniwersalnych dla istot z odrębnych światów. W opisywanej książce analiza kosmonautów pozwoliła na stwierdzenie, że taką uniwersalną kwestią może być dwupłciowość, jednakże i to nie jest przecież wcale rzeczą oczywistą1 S. Lem, Fiasko, Kraków 1987, s. 301-304..

Opisane wyżej zagadnienia odnoszą się po części do organizmów posługujących się skrajnie odmiennymi zmysłami. Jakub Johann Von Uexküll analizował także to, jak może działać narząd wzroku innych gatunków. Opierał się np. na budowie oka muchy, którego specyfika i znacznie mniejsza liczba komórek wzrokowych, ogranicza rozdzielczość obrazów dostępnych owadowi. Dostrzeżenie szczegółów staje się dużo trudniejsze, a świat widziany przez zwierzę jest zgoła inny od dostępnego ludzkiemu poznaniu. W swojej książce autor przedstawił „symulacje” tego, jak taką samą scenę postrzegają różne organizmy. W tym ujęciu odnosił się jedynie do zbierania informacji, jednakże w tym samym dziele zawarł także kwestie ich interpretacji. Dzieląc dany obraz na różne kategorie pojęciowe, można dostrzec odmienność postrzegania przez poszczególne gatunki. Przykładowo to, co dla człowieka stanowi kategorię „czytania” (regał z książkami) dla psa wyraża się jedynie jako „przeszkoda”1 J. J. Von Uexküll, G. Kriszat, Pasaże…, dz. cyt., s. 77..

 

Pozorna obiektywność fotografii i jej automatyzm stwarza z niej kandydatkę na narzędzie służące komunikacji międzyplanetarnej. Zgubne nadzieje rozbudza rzekomy brak konieczności opanowania zasad „języka fotografii”, co ma miejsce w przypadku posługiwania się różnymi odmianami języków mówionych i pisanych (konieczność poznania zasad gramatyki, znaczenia słów itp.). Uniwersalność fotografii w przekazywaniu treści jest oczywista i pozwala na bardzo zbliżone dekodowanie tego samego obrazu przez osoby posługujące się językiem polskim, angielskim, chińskim itd. Można zastanawiać się nad tym czy istnieje odpowiednik translacji fotografii, niemniej nie da się podważyć faktu, że pokazanie zdjęcia Jane Goodall badającej szympansy osobie niewładającej językiem polskim, daje zdecydowanie większą szansę na sukces komunikacyjny niż wypowiedzenie zdania „Kobieta badała szympansy w dżungli” (i rozbudowując opis o kolejne szczegóły, takie jak chociażby to, czy robiła to w nocy czy w dzień).

Zbieżność pomiędzy widzeniem ludzkim a medium fotografii sięga głębiej niż tylko możliwość  obcowania z nim, a wyrażana jest przez zastosowanie w „odzwierciedlaniu” przez nią rzeczywistości „niepisanej konwencji opartej o psychofizjologiczne właściwości […] wzroku”1 S. Wojnecki, Obraz impulsograficzny: nadrzędne pojęcie obrazów fotograficznego i wzrokowego, [w:] tegoż, Fotografia…, dz. cyt., s. 29.. Oznacza to więc, że jako wynalazek fotografia powstała dla konkretnego odbiorcy, pomimo swej pozornej uniwersalności i obiektywności. Jak określił to Daniel L. Everett w książce Język: narzędzie kultury „wszelkie ludzkie narzędzia dostosowane są do ludzkiej fizjologii”1 D. L. Everett, Język…, dz. cyt., s. 215.. Chociaż autor odnosił się do języka, to myśl ta jest także adekwatna w stosunku do fotografii.

Paradoksalnie jednak zbieżność ludzkich kodów widzenia i fotografii może poszerzać pulę odbiorców, np. o niektóre naczelne, takie jak szympansy, orangutany czy goryle (jedną z ulubionych rozrywek gorylicy Koko było oglądanie telewizji i filmów). Zdecydowanie jednak trudno wyobrazić sobie – biorąc pod uwagę wokół-świat kleszcza – „wynalazek fotografii” oraz jej „niepisaną konwencję” utworzoną w oparciu o tak odmienny sposób percypowania (abstrahując od zdolności intelektualnych tych pajęczaków). Chociaż mózg człowieka zdaje się być stworzonym do odczytywania fotografii, to zależność ta jest odwrotna – to fotografia powstała w celu spełnienia wytycznych stawianych przez mózg i ludzką percepcję.

Jak określił to Stefan Wojnecki: „podobieństwo kodów fotografii i wzroku czyni, w odczuciu przeciętnego odbiorcy, obraz fotograficzny odwzorowaniem rzeczywistości i jej realnego istnienia”1 S. Wojnecki, Obraz…, dz. cyt., s. 45.. Owe odwzorowanie i realność są uzależnione od zagnieżdżenia w danej rzeczywistości, którą fotografia ma reprezentować. Nawet przy bardzo optymistycznym założeniu, brak takiego odniesienia mógłby budzić w kosmitach podobne rozczarowanie po zobaczeniu w rzeczywistości motywów widocznych na fotografiach, jak u ludzi wzbudza obejrzenie na żywo niektórych słynnych budowli, oglądanych wcześniej jedynie na zdjęciach. Rozważając to jednak bardziej realnie, obcy prawdopodobnie w ogóle nie powiązaliby obrazów fotografowanych z ich wizerunkami obecnymi na obrazach.

Przestrzeń międzygwiezdną penetrują wysłane przez człowieka zdjęcia, i choć istnieje na to bardzo mało prawdopodobieństwo, to kiedyś jakaś istota może ujrzeć układ specyficznych plam, który na Ziemi był określany w skrócie jako fotografia Jane Goodall badającej szympansy. Mając więc do dyspozycji zapis „cech metrycznych świata”1 S. Wojnecki, Obraz…, dz. cyt., s. 33. istota ta przystąpi może do próby wydobycia z nich informacji. Chociaż krótkie nakreślenie problemów związanych z odczytywaniem fotografii wskazuje na ogrom trudności stojących przed tym, kto podejmie się takiego wyzwania, to warto zastanowić się nad możliwym przebiegiem i efektami tego procesu. Przykładem artystycznej analizy omawianych wyżej zagadnień jest moja praca zatytułowana Percepcjometria zrealizowana w 2016 roku. Jej tytuł pochodzi od wyobrażonej aparatury nazwanej „percepcjometr”, która służy do „symulowania sposobu percepcji danego organizmu i została zaprojektowana z myślą o ułatwieniu astronautom nawiązania kontaktu z obcymi istotami w trakcie podróży międzyplanetarnych”1 Mikołaj Konkiewicz, Percepcjometria, [dostępny online: https://mikolajkonkiewicz.myportfolio.com/percepcjometria].. Realizacja obejmuje także autorski wzór, który wykorzystuje szereg opisanych zmiennych. Zdjęcia będące częścią pracy stanowią możliwe warianty symulacji tego, jak dany wycinek rzeczywistości postrzegają obce formy życia. Inspiracją do powstania wzoru było równanie Drake’a, przyjmujące postać:

N = (R ∙ fp ∙ ne ∙ fl ∙ fi ∙ fc) ∙ L

N – liczba cywilizacji pozaziemskich, z którymi ludzkość może nawiązać kontakt,

R – tempo tworzenia się gwiazd w Drodze Mlecznej,

fp – odsetek gwiazd, wokół których krążą planety,

ne – średnia liczba planet znajdujących się w ekosferze gwiazdy,

fl – odsetek planet znajdujący się w ekosferze, na których powstało życie,

f– odsetek planet zamieszkanych przez inteligentne istoty, które wytworzyły cywilizacje,

fc – odsetek cywilizacji, które będą chciały nawiązać kontakt z ludzkością,

L – średni czas istnienia cywilizacji chcących komunikować się z ludzkością. 

Punktem wyjścia do stworzenia tego równania, będącego próbą określenia liczby inteligentnych cywilizacji we wszechświecie, nie była jednak chęć uzyskania jednoznacznej odpowiedzi. Wskazuje na to chociażby niedookreśloność niektórych z użytych zmiennych czy wręcz niemożność ich ustalenia. Samo równanie Drake’a powstało więc jedynie w celu uporządkowania zagadnień, które miały być poruszane na zorganizowanej w 1961 roku konferencji naukowców związanych z Projektem Ozma. Ów projekt miał na celu poszukiwanie sygnałów od obcych cywilizacji za pośrednictwem radioteleskopów. Równanie stanowiło więc swoistą agendę owej konferencji, która dzięki śmiałości podejścia do problemu i bycia jedną z pierwszych prób ujęcia go w naukowy sposób, zapewniła sobie miejsce w podręcznikach astronomii1 F. Drake, D. Sobel, Czy jest tam kto? Nauka w poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich, Warszawa 1996, s. 75-76.. Podobne myślenie towarzyszyło powstawaniu algorytmu współtworzącego pracę Percepcjometria, gdyż nie stanowi narzędzia matematycznego czy naukowego, a jedynie próbę zobrazowania złożoności poruszanej problematyki.

***

Mikołaj Konkiewicz, z cyklu „Percepcjometria”

Trevor Paglen, realizując swój projekt The Last Pictures, pozostawił na orbicie geostacjonarnej fotografie, nie wierząc przy tym specjalnie w ich odkrycie w przyszłości. Podobnie jak twórcy Golden Record, nie odrzuca jednak definitywnie takiej możliwości. Nie zakłada przy tym jednak pojawienia się w pobliżu Ziemi przybyszów z obcych planet, lecz raczej zastąpienie Homo sapiens przez kolejne inteligentne gatunki zrodzone i mieszkające na Błękitnej Planecie. W odróżnieniu od naukowców z NASA uważa, iż odnalezione obrazy nic by nie komunikowały ich odkrywcom. Nie widzi więc w nich potencjału komunikacyjnego. Niemniej samo natrafienie na taki zbiór coś by oznaczało, nawet jeśli fotografie wydawałyby się, jak to sam określił Paglen, kilkoma nonsensownymi zadrapaniami (odniesienie do „zadrapań” ma związek z techniką zapisania zdjęć, która umożliwia ich odczyt także przez istoty pozbawione narządu wzroku)1 Nato Thompson, The Last Pictures: Interview with Trevor Paglen [dostępny online: https://www.e-flux.com/journal/37/61238/the-last-pictures-interview-with-trevor-paglen/]..

Abstrahując od tego, czy doszłoby do rozpoznania fotografii jako medium, to gdyby potencjalnym znalazcom udało się rozpoznać jej naturę jako zapisu fal świetlnych, mieliby świadomość zaistnienia „rzeczy koniecznie realnej”1 R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, Warszawa 2008, s. 137., która musiała odbić promienie świetlne w kierunku obiektywu w celu stworzenia zdjęcia.

Postawa Trevora Paglena stoi w jawnej opozycji do tego, co kierowało badaczami odpowiedzialnymi za powstanie zbioru związanego z sondami Voyager. Można uznać, iż autor The Last Pictures jest tutaj bliższy prawdy. Romantyczna wizja, związana z aparaturą wysłaną w kosmos przez NASA, stanowi nieco bardziej współczesny odpowiednik XIX wiecznych nadziei związanych z obiektywnością aparatów fotograficznych. Skoro nawet dla ziemian fotografia przestała być dziś dowodem, a stała się interpretacją świata, to tym bardziej dla istot mieszkających pod odległymi słońcami będzie zagadkowa. Brak wyraźnej struktury obrazów, charakterystycznej np. dla języka matematyki, sprawia, iż obcy nie będą mogli przyjąć chociażby założeń związanych z kierunkiem i kolejnością odczytywania treści zdjęć.

Każdy z elementów obrazów fotograficznych mnoży kolejne problemy, co skłania do uznania, że bardziej skuteczne w komunikacji międzyplanetarnej będzie posługiwanie się zredukowanymi obrazami w postaci schematów czy binarnych matryc. Warto przy tym podkreślić, że „język nie jest obrazem rzeczywistości”1 B. Brożek, Granice…, dz. cyt., s. 182. i jednocześnie obraz rzeczywistości (fotografia) niekoniecznie jest językiem. Oznacza to, że żaden język nie stanowi idealnego, obiektywnego odwzorowania świata, który przedstawia. Można zaryzykować stwierdzenie, że język jest podwójnie subiektywny przez fakt, że subiektywizmem obarczony jest i nadawca, i odbiorca. Chociaż fotografia wymyka się definicjom języka, to powyższe refleksje mają do niej również zastosowanie. Konfrontowanie się z wykorzystaniem fotografii w komunikacji międzyplanetarnej oducza poddawania się iluzji, iż medium to jest uniwersalne.